hey, I can be the answer porzadek_alfabetyczny@gazeta.pl
Blog > Komentarze do wpisu

retro fantasy

 

Tekst o 'Wszystko się spieprzyło,ale chyba będzie lepiej' zacznę zapobiegawczo od disclaimer'a. Otóż jestem wierzącą i praktykującą wyznawczynią kojącej nudy przedmieść, 37-letnią matką i gospodynią domową, czyli na co dzień pielęgnuję to, co bohater powieści wraz z kolegami gorliwie próbuje wysadzić w powietrze na kilka sposobów.Jego lista zarzutów jest moją listą zakupów. Nie powinnam pisać tej recenzji. Nie bywam w 'spelunach, w których hartują się zbuntowane umysły.' Nawet jeśli rozumiem, o czym pisze Fariña, kiedy wspomina o najprostszym sposobie na znieczulenie ('Wystarczy poluzować kontrolę nad rzeczywistością'), grzecznie odmawiam. Na pewno słyszeliście o tym, że nie powinno się wierzyć nikomu po trzydziestce... Ja wolę powiedzenie, że po trzydziestce nie wypada być idiotą. Może dlatego zadam teraz dwa proste pytania: Czy Fariña ma coś do powiedzenia? Czy sposób, w który to mówi, jest coś wart? Nie wierzę w sens czytania jakiejś książki tylko dlatego, że pod koniec lat 60. była powieścią kultową, a pewien 14- latek przeczytał ją kilkanaście razy i uważał, że należy znać ją oraz kilka innych żeby 'w ogóle uważać się za istotę ludzką'. Być może to on właśnie jest czytelnikiem modelowym tej powieści. Ja uważam, że 'Been down so long it looks like up to me' - prawda, że w oryginale tytuł jest psotny i uroczy? Gdzie to się podziało w polskim tłumaczeniu?  - jest powieścią źle skontruowaną, przez ostatnie kilkadziesiąt stron zupełnie niewiarygodną, chwilami marnie napisaną i pretensjonalną, a jej autor wydaje się być grzecznym chłopcem, który wymyślił bohatera Gnossosa Pappadopoulisa, żeby zrobił wszystko to, na co jemu nie starczyło odwagi. Tak... to wszystko prawda. Jednak prawdą jest też, że książkę przeczytałam za jednym posiedzeniem i z dużą przyjemnością. Ma w sobie zaraźliwą energię. Gnossos jest tak pełen życia (i tak starannie chroniony przez autora), że jest właściwie nieśmiertelny. Tą nieśmiertelnością, której każdy z nas kiedyś doświadczył i o której później zapomniał. Mimo całej anarchistycznej i niszczycielskiej otoczki, jest też wyprawą do krainy niewinności. Fariña umieścił akcję powieści w roku 1958, ale pisząc ją korzystał z doświadczeń lat 60., dzięki czemu jego bohater może rzucać przenikliwe uwagi na temat miłości i polityki, znać się na rzeczach, na których nie miał prawa się znać i być tak cool, że wszyscy chcieli nim być, a niektórzy - jak Fariña- nawet sugerowali, że nim są. Do dziś czytelnicy przy pomocy tej książki zaliczają pełne zanurzenie w retro-fantasy.


Do książki Fariñy można dotrzeć różnymi drogami. Czytają ją ci, którzy słyszeli kiedyś piosenki Fariñy. Czytają ją wielbiciele Jima Morrisona, którzy chcą sprawdzić, jaka powieść zainspirowała trzeci utwór na L.A.Woman. Czytają ją ci, którym spodobała się 'I will turn your money green' Furry'ego Lewisa. Ale chyba najprościej trafić na nią, lubiąc Pynchona. Pynchon studiował na tym samym uniwersytecie, co Fariña (Mentor University z powieści to tak naprawdę sławny Cornell, cała książka jest powieścią z kluczem). Jak w przypadku większości historii związanych z Pynchonem i ta o znajomości z Fariñą jest opowiadana w kilku wersjach, poczynając od 'Fariña i Pynchon tylko mijali się czasem na uniwersyteckim trawniku i spotykali przypadkiem na imprezach', przez 'byli współlokatorami, zdarzyło im się także zauważyć razem białego konia i równocześnie pomyśleć, że to z Lorki' po - moją ulubioną i najbardziej pynchonowską- 'Fariña i Pynchon to tak naprawdę jedna osoba'.  Przedwczesna śmierć autora - zginął w wypadku motocyklowym świętując wydanie swej pierwszej powieści - znacznie przyczyniła się do powstania legendy. Następna jego powieść byłaby genialna - twierdzą niektórzy. Gdyby nie dobre słowo szepnięte przez Fariñę we właściwym momencie Dylanowi, może byśmy nigdy o nim nie usłyszeli. Hmm... Nie jestem pewna. Jednak, jak wspominałam na początku tego tekstu, mam 37 lat. Miło spędziłam czas w towarzystwie Pana Nieśmiertelnego, ale gdybym miała wprowadzić się do jakiejś książki, wolałabym być jedną ze stewardes w 'Wadzie ukrytej' Pynchona.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014, porzadek_alfabetyczny

Polecane wpisy

  • pani jest piękna, a pani ładna

    Kiedyś w pociągu słyszałam- bo nie sposób było nie słyszeć - jak do pań w sąsiednim przedziale dosiadł się wesolutki, lekko gazowany pan w wieku nieokreślonym i

  • udzielam

    Dobra wiadomość: Cunningham napisał tym razem lepszą książkę. Zła wiadomość: ostatnia jego powieść była tak marna, że łatwiej chyba było napisać coś lepszego ni

  • dozorca parku

    Skąd się biorą takie książki? Może z myślenia, że to co ważne, musi być poważne,a najlepiej ponure. Wszyscy na czarno. Kto się roześmiał, wylatuje. Autor- dozor

TrackBack
TrackBack URL wpisu:


Najlepsze Blogi
Porządek Alfabetyczny
Utwórz swoją wizytówkę