hey, I can be the answer porzadek_alfabetyczny@gazeta.pl
czwartek, 29 października 2015

image

Kiedyś w pociągu słyszałam- bo nie sposób było nie słyszeć - jak do pań w sąsiednim przedziale dosiadł się wesolutki, lekko gazowany pan w wieku nieokreślonym i jął zabawiać je rozmową. Kiedy wysiadał, głośno i ceremonialnie się z nimi żegnał, one chichotały, on całował rączki, a na koniec wypalił: 'Żegnam panie! Pani jest piękna, a pani ładna'. Brutal!

Kilka lat później czytam nowe książki moich (jeszcze) ulubieńców: McEwana i Houellebecqa i, trochę od czapy, przypomina mi się pan PKP. O nowej książce McEwana dowiedziałam się z mejla. Dostałam jedno z tych serdecznych zaproszeń, które małymi literami wymagają wyciągnięcia portfela, na dyskusję o nowej powieści. Obecny autor. Nieobecna książka- pomyślałam złośliwie- bo jej premiera miała miejsce kilka dni po dyskusji o niej. Zastanawiałam się, jak to możliwe, ale po lekturze już rozumiem. Fabuła jest pretekstem, sreberkiem wokół ważnego tematu na który każdy ma coś do powiedzenia. Podobnie jest z najnowszą książką Pana H. McEwan trochę bardziej się starał i efekt jest lepszy, ale mimo wszystko moim zdaniem mamy do czynienia z książkami ważnymi (w znaczeniu: poruszającymi ważne tematy) ale literacko przeciętnymi. Gra w ważność to jedna z ulubionych w walce o naszą uwagę. Non-fiction udaje,że jest ważniejsza niż fikcja, 'bo kto by miał czas czytać jakieś wymyślone historie skoro jest tyle prawdziwych'? Nowe powieści udają, że mają coś ważniejszego do powiedzenia o naszych czasach niż te napisane sto lat temu. Książka Roku udaje, że jest ważniejsza niż..hmmm... sto innych też nazwanych Książkami Roku.

Tymczasem po głowie wciąż chodzi mi zupełnie inna, przeczytana rok temu powieść, która leży przy moim łóżku,bo lubię na nią patrzeć kiedy zasypiam i kiedy się budzę, lubię ją przeglądać i podziwiać jakie wrażenie robi nawet czytana na wyrywki, no i lubię to, co zrobiła z moim postrzeganiem czasu. Lubiłam nic nie czytać kilka tygodni po tym jak ją skończyłam. Lubię cieszyć się, że będę mogła przeczytać ją jeszcze raz. Ona jest piękna, a tamte? Może ważne. Ale nie bez powodu ta dyscyplina nazywa się literatura piękna.

 

20:11, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 maja 2015

Dobra wiadomość: Cunningham napisał tym razem lepszą książkę. Zła wiadomość: ostatnia jego powieść była tak marna, że łatwiej chyba było napisać coś lepszego niż jeszcze gorszego. Przed rozpoczęciem lektury proponuję oczyścić książkę z blurbu, złotego pyłu, tych niejasnych obietnic 'niebiańskiej światłości', objawień, spotkań z boskim okiem itp. Po tej kuracji zostanie po prostu dobra - chwilami bardzo dobra- powieść obyczajowa. Gdyby była filmem, to takim, jaki ogląda się raczej uchem (dialogi!) niż okiem, przygotowując jednocześnie ulubiony sos do makaronu. Cunningham stworzył celny i gorzki obrazek z życia ludzi, którzy nie są w stanie zainteresować się nikim poza sobą, którzy przegrywają dzień za dniem, przemeblowując siebie i szukając wyłącznie w sobie brakujących części. Podejrzewam jednak, że autor nie rozpoznałby w tym opisie własnego dzieła, bo chciał napisać zupełnie coś innego... Sam zresztą jest doskonale (hmmm...jak to ładnie ująć?) samowystarczalny, jak zauważyłam oglądając filmik ze spotkania promującego 'Królową'...


Jakiś czas temu - no dobrze, dwa lata temu, ale jak wiecie nie jestem zbyt rącza jeśli chodzi o pisanie i odpisywanie- dostałam mejla, w którym to mejlu pan przyznaje, że lubi mojego bloga, ale że mu ten mój blog nie pomaga, bo ostatecznie i tak nie wiadomo, czy warto czy nie warto czytać. To ja może spróbuję tym razem udzielić pomocy: otóż, drogi panie M., jeśli chcesz pan być wybatożony intelektualnie lub posmerany duchowo, nie czytaj pan tej książki.

11:52, porzadek_alfabetyczny , a może tak a może nie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 maja 2015

 

Skąd się biorą takie książki? Może z myślenia, że to co ważne, musi być poważne,a najlepiej ponure. Wszyscy na czarno. Kto się roześmiał, wylatuje. Autor- dozorca parku sprawdza czy wszystkie tablice ( 'zabrania się śmiać i gwizdać', 'wielka polska powieść') są na swoich miejscach. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron podziwiam zamysł i dyscyplinę. Potem zaczynam ziewać i czekam aż bohaterowie zerwą się ze smyczy, ale żaden nie ma śmiałości, a szkoda. I pożyczam sobie od Stasiuka: 'To piękna rzecz przepierdolić kawał życia. Tę jedną, jedyną rzecz, którą się dostało. Na to trzeba mieć gest. Nie można być ściubolem, co to liczy każdą godzinę, że to trzeba tak, a to trzeba tak. Życie to w końcu strata jest' Ach, gdyby tak Twardoch miał gest,nie ściubolił, nie pilnował; gdyby mu uciekli i połamali tablice, chociaż przez kilka stron, co to by była za powieść! Taka, od której chce się bardziej żyć i bardziej czytać. Tę, którą napisał, z trudem doczytałam i z ulgą odniosłam do biblioteki. Teraz pilnie potrzebuję poczytać jakiegoś nieściubola.

21:34, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (7) »
wtorek, 21 kwietnia 2015

image1

Niedziela, ptaszki już ćwierkają ale ludzie jeszcze w niebycie, a mój pies zaczyna dzień od spektakularnego, hałaśliwego pawia. Jeśli nie napiszę o nim (piesku, nie pawiu) nic więcej, będziecie myśleć, że jest wyłącznie specjalistą od smrodliwych pobudek, a przecież tak nie jest. I właśnie takie 'a przecież tak nie jest' towarzyszyło mi przy lekturze 'Za ścianą'. Sarah Waters zauważa bowiem w mężczyznach niewiele więcej ponad tego pawia właśnie. Pijacy, skłonni do przemocy awanturnicy, zdrajcy.Ojcowie, którzy zostawiają rodzinie w spadku długi. Łajzy, które na przyjęciu potrafią tylko głaskać kota i nie da się z nimi o niczym porozmawiać. Zadeptywacze świeżo umytych podłóg.Właściciele włochatych uszu i zaplątanej w nich woskowiny. Życie zaczyna się, gdy wychodzą albo umierają, a kobiety wreszcie zostają same. Jest w tej powieści jeden jedyny moment, kiedy główna bohaterka obserwuje jedno z tych stworzeń w ogrodzie i zauważa, że i on jest nieszczęśliwym człowiekiem. Gdyby autorka częściej tak myślała, napisałaby pełnokrwistą powieść, ale ponieważ tak się nie stało, powstało po prostu czytadło.

11:39, porzadek_alfabetyczny , literatura spożywcza
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2014

 

Są tacy, ale są też i inni, jak mruczał Kłapouchy. Są tacy, którzy wyjeżdżają, bo chcą, i są tacy, którzy mieli przyjechać ale nie dojechali, i są wreszcie tacy, którzy w rezultacie zostają sami i chociaż symulują jakąś działalność, to zajmują się głównie szeptaniem do psich uszu (ku pokrzepieniu własnego zajęczego serca) że 'oni wrócą', i że to tylko kilka dni. 26 godzin później: zero ludzkich twarzy, spacery niekompatybilne z sąsiedzkimi, bo kto wychodzi przed północą i włóczy się po lesie, we mgle i księżycowej poświacie i coraz bardziej odkleja się od rzeczywistości?

A kiedy zawracam do domu, okazuje się, że mgła zgęstniała jeszcze bardziej, nie ma ścieżki, nie ma świateł, idziemy na pamięć. Psy wzdychają ciężko nad ludzką głupotą, 15000 lat razem i żadnej poprawy. Może szkoda,że nie używam już tych długoogoniastych killerów jak Hypnotic Poison, bo wtedy trafiłabym z powrotem kierując się po prostu zapachem gorzkich migdałów i wanilii. A tak wiem tylko, że jakąś godzinę stąd w ciemnym cichym domu na stole leży przeczytana do połowy 'Marilyn. Ostatnie seanse'. Książka pełna krótkich, starannie inscenizowanych rozdzialików. W każdym ktoś gwiazdorzy, kradnie innym kadr, wypowiada efektowną kwestię, MM próbuje się podnieść i znów upada. Cięcie. Następny rozdział, dekoracje, makijaż, kilka zdań, cięcie. MM znów się wymknęła, MM w ogóle nie przyszła. Być może 'tym, czego poszukuje dziennikarz albo człowiek kina, nie jest prawda, tylko rzeczywistość', ale ta książka, kilkaset stron skazanych na niepowodzenie prób, jest boleśnie prawdziwa. I o wiele lepsza niż można by się spodziewać, sądząc po tandetnej rekomendacji Cosmopolitan na okładce. Być może to najlepszy sposób by pisać o Marilyn Monroe. Być może jedyny uczciwy sposób pisania o kimkolwiek?

12:54, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Komentarze (2) »
środa, 22 października 2014

 

Dziś trzy wycieczki w rejony powszechnie pożądane, a dla mnie jak się okazuje, niedostępne.

Wyprawa pierwsza: seksowne damskie perfumy.

narciso1

Większość swojego perfumeryjnego życia w ostatnich miesiącach spędziłam w onirycznych, mydlanych, nieśpiesznych klimatach retro. W ramach płodozmianu któregoś wieczoru postanowiłam wypróbować 'Narciso' Rodrigueza. Na innych podobno: seksowny, mocny, upajający, seksowny, wyrazisty, oryginalny, seksowny, seksowny. Na mnie: najpierw dużo, może nawet za dużo białych kwiatów. Leżę i pachnę i czekam aż pójdę do nieba. Później nuda. Czekam na mój ulubiony cedr, w tym zapachu podobno w podwójnej dawce. I nagle jest. Faktycznie, efekt jest oryginalny. Czuję jakby ktoś trzymał mnie mocno za szyję i przyciskał do drogiej, świeżo polakierowanej drewnianej podłogi. Wytrzymuję jeszcze chwilę bo trudno mi uwierzyć, że komuś udało się zamknąć ultraviolence we flakonie. Potem biegiem do łazienki szorować nadgarstki.

Wyprawa druga: książki o miłości, przez które wszyscy płaczą. ('Ja nie płakałam, ja ryczałam. Z przyjemnością przeczytam pozostałe książki tego autora').

dlaciebiewszystko1

 

'Dla ciebie wszystko' Sparksa. Po kilkudziesięciu stronach obserwowania zza ramienia bohaterki jak na umięśnionych plecach jej byłego chłopaka napina się koszula, jak z gracją atlety jej pierwsza miłość mija ją w drzwiach, jak ze znawstwem pochyla się z kluczem francuskim nad maską samochodu (tak, koszula się napina, again) powinnam płonąć, a nie płonę, żądać happyendu, a zamiast tego badam, jak Sparks upycha tę historię w purytańskim pudełeczku - o którym tak pięknie pisała Druckerman w 'Dlaczego zdradzamy'- i na koniec przewiązuje wstążką. SPOILERY, SPOILERY! Mamy więc zdradę ale w sumie niezdradę, bo do konsumpcji nie doszło. Mamy pana, który zamiast czekając na powrót swej pierwszej miłości, gzić się z innymi ('Miłość w czasach zarazy'), czeka i czeka, cierpliwie nie konsumuje, nie konsumuje nawet w czasie konsumpcji, a na koniec UBERSPOILER umiera bo autorowi potrzebny jest dawca organów. Źli chłopcy występują tu tylko po to, żebyśmy mogli zobaczyć jak dobrzy są dobrzy. Na ołtarzu tej powieści poświęca się nie tylko prawdopodobieństwo i logikę, ale także wszelkie silniejsze uczucia, które mogłyby wystawać z pudełeczka. Sparks to bezwzględny rzeźnik, a ta książka przyprawia o dreszcze. Z ulgą powróciłam do rzeczywistości.

Wyprawa trzecia: alternatywa dla tego, co jest.

zizek1

 

Sławny Žižek i jego ważne słowa pisane kursywą, czyli 'Żądanie niemożliwego'. Naprawdę próbowałam. Nawet się uśmiechnęłam, kiedy w trakcie czytania žižkowych lamentów o tym, jak to nie ma już przestrzeni publicznej, jednocześnie dowiedziałam się o Duningate. Ale to jest coś, co można wysłać w esemesku do znajomego który się nudzi w pracy, i pewnie nawet nie odpisze, no bo po co. Poza tym kilka trudniejszych wyrazów, kilka zaczętych ale niedokończonych myśli, dużo humanistycznego bełkotu i tyle. Z podkulonym ogonem wracam do neoliberalnej hegemonii.

20:22, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2014

 

Tekst o 'Wszystko się spieprzyło,ale chyba będzie lepiej' zacznę zapobiegawczo od disclaimer'a. Otóż jestem wierzącą i praktykującą wyznawczynią kojącej nudy przedmieść, 37-letnią matką i gospodynią domową, czyli na co dzień pielęgnuję to, co bohater powieści wraz z kolegami gorliwie próbuje wysadzić w powietrze na kilka sposobów.Jego lista zarzutów jest moją listą zakupów. Nie powinnam pisać tej recenzji. Nie bywam w 'spelunach, w których hartują się zbuntowane umysły.' Nawet jeśli rozumiem, o czym pisze Fariña, kiedy wspomina o najprostszym sposobie na znieczulenie ('Wystarczy poluzować kontrolę nad rzeczywistością'), grzecznie odmawiam. Na pewno słyszeliście o tym, że nie powinno się wierzyć nikomu po trzydziestce... Ja wolę powiedzenie, że po trzydziestce nie wypada być idiotą. Może dlatego zadam teraz dwa proste pytania: Czy Fariña ma coś do powiedzenia? Czy sposób, w który to mówi, jest coś wart? Nie wierzę w sens czytania jakiejś książki tylko dlatego, że pod koniec lat 60. była powieścią kultową, a pewien 14- latek przeczytał ją kilkanaście razy i uważał, że należy znać ją oraz kilka innych żeby 'w ogóle uważać się za istotę ludzką'. Być może to on właśnie jest czytelnikiem modelowym tej powieści. Ja uważam, że 'Been down so long it looks like up to me' - prawda, że w oryginale tytuł jest psotny i uroczy? Gdzie to się podziało w polskim tłumaczeniu?  - jest powieścią źle skontruowaną, przez ostatnie kilkadziesiąt stron zupełnie niewiarygodną, chwilami marnie napisaną i pretensjonalną, a jej autor wydaje się być grzecznym chłopcem, który wymyślił bohatera Gnossosa Pappadopoulisa, żeby zrobił wszystko to, na co jemu nie starczyło odwagi. Tak... to wszystko prawda. Jednak prawdą jest też, że książkę przeczytałam za jednym posiedzeniem i z dużą przyjemnością. Ma w sobie zaraźliwą energię. Gnossos jest tak pełen życia (i tak starannie chroniony przez autora), że jest właściwie nieśmiertelny. Tą nieśmiertelnością, której każdy z nas kiedyś doświadczył i o której później zapomniał. Mimo całej anarchistycznej i niszczycielskiej otoczki, jest też wyprawą do krainy niewinności. Fariña umieścił akcję powieści w roku 1958, ale pisząc ją korzystał z doświadczeń lat 60., dzięki czemu jego bohater może rzucać przenikliwe uwagi na temat miłości i polityki, znać się na rzeczach, na których nie miał prawa się znać i być tak cool, że wszyscy chcieli nim być, a niektórzy - jak Fariña- nawet sugerowali, że nim są. Do dziś czytelnicy przy pomocy tej książki zaliczają pełne zanurzenie w retro-fantasy.


Do książki Fariñy można dotrzeć różnymi drogami. Czytają ją ci, którzy słyszeli kiedyś piosenki Fariñy. Czytają ją wielbiciele Jima Morrisona, którzy chcą sprawdzić, jaka powieść zainspirowała trzeci utwór na L.A.Woman. Czytają ją ci, którym spodobała się 'I will turn your money green' Furry'ego Lewisa. Ale chyba najprościej trafić na nią, lubiąc Pynchona. Pynchon studiował na tym samym uniwersytecie, co Fariña (Mentor University z powieści to tak naprawdę sławny Cornell, cała książka jest powieścią z kluczem). Jak w przypadku większości historii związanych z Pynchonem i ta o znajomości z Fariñą jest opowiadana w kilku wersjach, poczynając od 'Fariña i Pynchon tylko mijali się czasem na uniwersyteckim trawniku i spotykali przypadkiem na imprezach', przez 'byli współlokatorami, zdarzyło im się także zauważyć razem białego konia i równocześnie pomyśleć, że to z Lorki' po - moją ulubioną i najbardziej pynchonowską- 'Fariña i Pynchon to tak naprawdę jedna osoba'.  Przedwczesna śmierć autora - zginął w wypadku motocyklowym świętując wydanie swej pierwszej powieści - znacznie przyczyniła się do powstania legendy. Następna jego powieść byłaby genialna - twierdzą niektórzy. Gdyby nie dobre słowo szepnięte przez Fariñę we właściwym momencie Dylanowi, może byśmy nigdy o nim nie usłyszeli. Hmm... Nie jestem pewna. Jednak, jak wspominałam na początku tego tekstu, mam 37 lat. Miło spędziłam czas w towarzystwie Pana Nieśmiertelnego, ale gdybym miała wprowadzić się do jakiejś książki, wolałabym być jedną ze stewardes w 'Wadzie ukrytej' Pynchona.

14:03, porzadek_alfabetyczny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 sierpnia 2014

 

Ajmsory, ale czytam i czytam i jakoś ostatnio nic mi się nie podoba. Nic poza tą definicją kiczu: 'kicz to społeczne przyzwolenie na przyjemność płynącą z cichego porozumienia i uczestnictwa w umiarkowanym i uspokajającym "złym guście"'Kicz Unii Europejskiej. Kicz Powstania Warszawskiego (in progress). I wreszcie kicz feministyczny w najnowszej powieści Plebanek. A mogło być tak dobrze. Bo wreszcie ktoś pisze po polsku- chociaż nie z Polski i może właśnie dlatego się udało - o tym, że można pragnąć dwóch mężczyzn w tym samym momencie życia i nie chcieć wybierać, tylko brać. Że można nie chcieć mieć męża i w ogóle nie dążyć do udomowienia, obrączkowania i wzajemnej adoracji. Że można pisać o seksie i nie Grey'ić. Pięknie. Szkoda jednak, że 'Bokserka' jest książką z tezą, a powieści z tezą bywają co najwyżej przeciętne. 'Kicz znajduje się w pół drogi między tym, co akceptowane, a tym, co pociąga nowością'. Kobiety u Plebanek są inne niż te, które znamy z rozlewisk. I dobrze. Ale Plebanek wymaga od nich tak dużo, że stają się karykaturalne, komiksowe. Ze wszystkim dają sobie radę i nieustannie motywują się nawzajem, fajterki 24/7. I te złote myśli: 'znajdź swój środek, wokół niego buduj równowagę' Rozumiem, od czego Plebanek chce mnie uwolnić i dokąd chce mnie zabrać, ale czemu takimi środkami?

10:15, porzadek_alfabetyczny , a może tak a może nie
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 sierpnia 2014

'Nowa, lepsza Zadie Smith'? Hmmmm...Przede wszystkim, Zadie Smith ma w Polsce szczęście do dobrych tłumaczy i uważnych korektorów. Czytając 'Amerykaanę' miałam chwilami wrażenie, że jestem pierwszą osobą zapoznającą się z tekstem, a nie był to prebook, któremu można by jeszcze wybaczyć literówki, niezborność - chwilami na granicy zrozumiałości- i kurioza w rodzaju 'latam za tobą' z finałowej sceny. Po drugie, Zadie Smith wie wszystko o powieści, bawi się tym gatunkiem, eksperymentuje, w 'NW' naprawdę się rozhulała, ale zawsze pisze,a nie popisuje się i nie zapomina,że powieści czytamy dla przyjemności. Czytajac 'NW' miałam dziwne wrażenie, jakbyśmy wszyscy byli londyńczykami, jakby świat zmalał,nie było już podziału na rasy tylko na klasy. Wydawało mi się to trochę zbyt proste, chociaż Smith jest bardzo przekonująca. Adichie dostrzega dużo więcej, i w tym faktycznie jest lepsza. Jej bohaterka wyjeżdża do wymarzonej Ameryki, odnosi sukces a potem wraca do ojczyzny ('uświęcona, pokryta dodatkową, lśniącą powłoką'), przez ponad 700 stron próbując wszystkiego, uczestnicząc, ale nigdzie tak naprawdę nie przynależąc. To, jak się niby jest ale w sumie nie jest w jakiejś grupie, to jak się gdzieś idealnie pasuje ale właśnie tam brakuje nam tlenu - Adichie wychwyciła wszystkie niuanse. Świetne są trafne drobiazgi takie jak: 'agresywna serdeczność','życzliwa zazdrość', 'zjadliwy podziw', 'atmosfera napiętej nostalgii'. Bardzo ciekawe są wpisy z bloga bohaterki. Wkrótce jednak powieść zamienia się w historię śledzenia pewnej idei, a główna bohaterka staje się ulubienicą autorki. Jest inteligentna, dobra, och-taka-wrażliwa, i niezmiernie irytująca. Po 500 stronach miałam jej serdecznie dość i musiałam zrobić sobie dłuuuuugą przerwę w czytaniu. To, co Adichie ma do powiedzenia o rasie jest bardzo ciekawe, ale powieść zawsze wydawała mi się królestwem życia, a nie sceną, na której ustawia się bohaterów, zmienia dekoracje, ale nieustannie każe rozmawiać tylko o jednym. I to amerykańskie zakończenie... Najpierw czytamy o maniakalnym amerykańskim optymizmie, który jednocześnie 'urzeka i brzydzi' po czym dostajemy happy-end, bo przecież autorka musiała zadbać o swoją ulubienicę...'Amerykaana' jest jedną z najciekawszych książek, jakie ostatnio czytałam, ale moim zdaniem średnio udaną powieścią.


00:20, porzadek_alfabetyczny , a może tak a może nie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 sierpnia 2014

 

Do tej pory myślałam, że bookporno to tylko zdjęcia stosików, regałów, szezlongów i kanap, wzajemne podglądanie tychże podczas blogerskich wizyt i rewizyt, słodkie komentarze, ochy i achy i fałszywe poczucie winy książkoholików. No i jeszcze, w wersji filmowej, 'A love song for Bobby Long', ten syreni śpiew, który każe porzucić życie i przeprowadzić się między kartki.


Ale okazuje się, że bookporno istnieje również w wersji powieściowej. 'Między książkami' ma pretekstową fabułę i mnóstwo bookmomentów: kobieta przechodzi przez korytarz, przypadkiem przewraca stos książek i chwilę później poznaje miłość swojego życia. Żeby usiąść i z tym panem porozmawiać, o książkach oczywiście, bo pan jest księgarzem, a ona przedstawicielką handlową wydawnictwa, musi zdjąć kolejny stos książek z krzesła. Z nowo poznanymi ludźmi rozmawia się o książkach, a oni już zapisali się do klubu dyskusyjnego, a jeśli nie, to tylko dlatego, że jeszcze nie wiedzą, jakie to fajne. Książki porównuje się do innych książek, a spotykanych ludzi do bohaterów literackich. Inspirując się zakończeniem pewnej książki, próbuje popełnić samobójstwo. Wygraża komuś bronią podczas dyskusji o innej. Sprzedając cenną książkę uzyskuje pieniądze na operację. Itd, itp. Szczęśliwe zakończenie w przypadku tej książki oznacza SPOILER że chociaż nie wszyscy bohaterowie przeżyli, księgarnia nie została zamknięta KONIEC SPOILERA


Zevin ma pomysł i konsekwentnie, bezwzględnie go realizuje. Napisała pozbawioną sensu, chociaż - jeśli ktoś kibicuje książkom bardziej niż ludziom - niepozbawioną uroku powieść. Nie jestem jakąś wielką fanką ludzkości, wolę jednak takie książki, na które skarży się jedna z bohaterek mówiąc: 'Te postacie są czasem jakieś takie... zbyt ludzkie'.

09:31, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29


Najlepsze Blogi
Porządek Alfabetyczny
Utwórz swoją wizytówkę