hey, I can be the answer porzadek_alfabetyczny@gazeta.pl
sobota, 02 sierpnia 2014

Są dwa rodzaje sytuacji, w których domagam się, żeby pozbawiono mnie mechanizmów obronnych, a jedną z nich jest ten pełen radosnego oczekiwania moment kiedy zaczynam czytać powieść. Chcę by mnie pięknie okłamać i mną manipulować, ale tak, żebym nie zauważyła. Niestety pani Christina Baker Kline robi to z finezją jaskiniowca ciągnącego wybrankę za włosy do jaskini. Nie wierzcie jej, kiedy w rozmowie z inną pisarką opowiada: 'Nie chciałam by odniesienia się narzucały i były zbyt dosłowne.' Wszystko jest podane na tacy. Od czytelnika wymaga się tylko, by udawał, że od czasu 'Ani z Zielonego Wzgórza' nic się w literaturze nie wydarzyło. 


Sam temat jest ciekawy. Ale lepiej przez kilka minut przeglądać rezultaty wpisania 'orphan train' w Google niż czytać tę powieść.

14:43, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (1) »

Westerman pisze tak, jak ja czytam i szkoda, że nie spotkaliśmy się wcześniej. Bywają w moim czytaniu jakieś tematy, które drążę przez kilka czy kilkanaście książek, ale najczęściej kieruję się po prostu ciekawością, każdy powód jest dobry by zmienić trasę. 


Westerman śledząc losy lipicanów podróżuje znanym z innych relacji tropem (głównie) dwudziestowiecznych konfliktów, idei, szaleństw i nieuchronnych rzezi. Ciągle o tym czytam, i ciągle nie mieści mi się to w głowie. To ta sama historia, ale z nieco innego punktu widzenia. Ludzie, z którymi miał okazję rozmawiać Westerman, mają do powiedzenia tak ciekawe rzeczy, że autor nie przerywa im, kiedy mówią niekoniecznie na wymyślony przez niego temat. I dobrze, poproszę więcej! Jednak meandrująco- dygresyjny styl nie przypadnie do gustu tym, którzy czytają po to by jakoś okiełznać, zaszufladkować świat. W mojej bibliotece książkę umieszczono w dziale 'hodowla koni' :) - gdzieś trzeba było- ale ona się tam oczywiście nie mieści.


Podobno przekład to relacja z tego, jak bardzo podobała się tłumaczowi książka. Podejrzewam, że Jadwiga Jędryas była tak zachwycona jak ja.

13:38, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 lipca 2014

Każda książka sekretnie marzy o czytelniku, ale nie każda się do tego przyznaje. 'Sońka' wyznaje to wprost: 'Brakuje tylko jednej osoby, żeby powstało kworum modlitewne. Żeby wreszcie pożegnać się z historią, zaciekłym wrogiem. (...) Kogoś brakuje. Może potrzebujemy właśnie ciebie? Bardziej, niż umiemy poprosić?'

Wszystkie inne role są już obsadzone, i dobrze.

Jest Sonia, która przez chwilę żyła naprawdę, ale było to dawno temu. I nikt by się o tym nie dowiedział, nawet ona sama nie nazwałaby tego, co się wydarzyło, gdyby nie przypadkowe spotkanie z Igorem. Nie chcielibyście nią być.

Igor poszukuje tematu do nowego przedstawienia. W myślach już ustawia na scenie dekoracje. Igor służy Karpowiczowi do wyciągania słów z Sonii. Sonia 'powiedziała więcej, niż myślała, a myślała mniej, niż czuła.' Igor 'musi zapamiętać więcej nawet, niż Sonia opowiadała, musi pamięć zaprząc w teatralny lub powieściowy kierat, by siebie ocalić'. 'Nic przecież tak człowieka miejskiego nie zmienia na lepsze jak okazja do obserwowania cudzego nieszczęścia. 'Królowe Stojło' nie schodziło z afisza kolejne sezony.' Igor jest niecierpliwy, znudzony, cyniczny. Liczy na ratunek, albo co najmniej na 'solidne przeredagowanie'. Igor czuje 'nieokreśloną bliżej tęsknotę. Jakby tęsknił do czegoś, czego nie skosztował, a co już stracił.' I tak dalej, i tak dalej. Jeszcze jeden wrażliwy miejski cynik. Nie chcielibyście nim być, zwłaszcza jeśli nim jesteście.

I nie musicie. Czytelnik może zająć się tym, co najprzyjemniejsze. Śledzić historię Sonii. Obserwować manewry Igora, ten desperacki recykling. Cieszyć się tym, jak wysoko postawił sobie poprzeczkę Karpowicz. I zastanawiać się, czy końcowe 'To wszystko nie moje, zupełnie' oznacza, że Sonia jednak się wymknęła?

19:23, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lipca 2014

 

Spodziewałam się lajtowej non-fiction, czegoś w stylu mojej ulubionej Pameli Druckerman. Niestety Karbo nie jest ani tak zabawna, ani tak bystra jak P.D. Zakasuje rękawki i z jankeskim optymizmem i uporem próbuje zamienić 'je ne sais quoi' w 'how to'. Wszystko porządnie podzielone za rozdziały, inkrustowane ;) złotymi myślami CC i, ostatecznie, infantylne i chybione. Czułam się jakbym stała w korku, jadąc na drugi koniec miasta na kurs 'Francuskiego wzruszania ramionami dla początkujących'.

13:03, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »

 

Śmierć jest w kulturze amerykańskiej takim tabu, że Perrotta w 'Pozostawionych' woli owinąć temat w fantastyczno-religijne kiczowate niewiadomoco niż przyznać wprost, że pisze książkę o stracie. Czułam się jak antyświstak odwijając kolejne sreberka. Na szczęście pod spodem znalazłam to, o czym Perrotta potrafił przejmująco pisać już w 'Małych dzieciach': rozpaczliwy, niemożliwy do ukojenia smutek przedmieść, to szukanie dziury w całym, niepokoje sytych, którym nikt nie będzie współczuł, bo i z jakiej racji. Niestety Perrotta zmarnował mnóstwo swojej - i mojej -energii na bzdurne,efektowne i ostatecznie zbędne opakowanie i dlatego ta książka nie jest tak dobra - bo nie jest tak odważna- jak 'Małe dzieci'.

13:00, porzadek_alfabetyczny
Link Dodaj komentarz »

 

Jeden z recenzentów napisał, że ta książka to 'genialny materiał na miniserial'. Zaraz przypomniał mi się Kundera, który w jednej z książek radził, żeby pisać takie powieści, których nie da się sfilmować. Ja rozumiem to w ten sposób: powieść ma każdą stroną przekonywać, że jest najlepszym, a nie jednym z wielu równorzędnych sposobów, by nam coś opowiedzieć. Tymczasem książka 'Five Star Billionaire' - nie przyjmuję do wiadomości polskiego tytułu;) - mogłaby równie dobrze się nie ukazać. Język powieści jest ... żaden. Nie było w niej ani jednego fragmentu, który przeczytałabym dwukrotnie, zachwycona trafnym sformułowaniem czy pięknem języka. To świetna historia, a właściwie sprytnie splecione ze sobą historie. I nic ponadto. Tash Aw mógłby po prostu od razu napisać scenariusz tego miniserialu.

12:57, porzadek_alfabetyczny
Link Dodaj komentarz »

'Raz było gorzej. Raz lepiej. Zawsze mogło przyjść najgorsze. Nigdy nie było dobrze.' - pisze Nowakowski o czasach, w których próbował dowiedzieć się kim jest i kim chciałby być. Czasach schamiałych, trwożliwych, małych, biednych i pełnych brzydkich kompromisów. 'Dopiero po wielu latach doszedłem do przekonania, jak bardzo jednak byłem przez tamten czas zdewastowany.' przyznaje w posłowiu.


'Ale coś wykluwało się ze mnie, podniecająca szansa. Cały wibrowałem. Nic konkretnego z tego nie wynikało. A jednak coraz bardziej pogrążałem się w tej podniecającej nieokreśloności.' Już za chwilę, po latach poszukiwań, odkryje pisanie: 'dyskretne, osobiste święto'. 


'Powinieneś o tym napisać' stwierdził jego znajomy.

 'Tak zaczęła się moja wolność.'

12:55, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Dodaj komentarz »

 

Ponad 800 stron sentymentalnych, ckliwych bzdurek ku pokrzepieniu serc. Pseudohistoryczne nawet nie realia, tylko dekoracje. Sienkiewicz w gondoli. Pogrom komórek mózgowych. Plaża.

12:52, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 maja 2014

Teza Ugresic nie jest nowa - każdy, kto przytomnym wzrokiem rozejrzy się wokół siebie, zauważy to samo. Być może nie będzie potrafił nadać swoim obserwacjom tak efektownej nazwy, ale przede wszystkim - i w tym tkwi siła tej książki- może nie zauważyć skali zjawiska. Wyobraźnia i erudycja autorki łączy muzeum podarunków dla Tity, książkowe blurby, cmentarze, radzieckie płyty- pocztówki i telewizyjne walki o kilka minut sławy w jedną, niepokojacą całość, od totalitaryzmu aż po totalitarną wolność. Jedno, o czym Ugresic nie wspomina, to przyjemność. Nieczęsta i dziwna, (i straszna) przyjemność życia w czasach 'ludycznego entuzjazmu', gdy 'nie ma już artystów, jest gest, który inni mogą, ale nie muszą uznać za sztukę'. Nie wiem, czy Ugresic jej nie dostrzega, czy nie uważa za istotną. Żeby mieć o niej pojęcie, trzeba być jednym z 'poduczonych barbarzyńców', tak jak ja. Ugresic jest zbyt mądra, by nim zostać, i smutna, bo bezdomna: 'Dzisiaj to ja się kręcę wokół mojego dawnego domu. Po tym domu- literaturze- łażą dzisiaj jacyś inni mieszkańcy'.

12:41, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 maja 2014

 

Głupstewka wypisywane na okładkach są dla mnie źródłem nieustającej radości, a kombinacja obowiązkowego porównania do Zafona ( podpisana tym razem przez autorytet!:))), sugestii, że książka jest o miłości i prawicowego bełkotu o zapomnianych wartościach to zniewalający zestaw. Moim zdaniem wydawnictwo Pascal już swoją marcową publikacją ma szansę wygrać w kategorii 'najgłupszy blurb roku'. Jeśli to nie zniechęciło czytelników, może uda się to samej pisarce, która w przedmowie miesza liryczne wysokie tony z pretensjami do bycia drugim Kafką i jeszcze kilkoma znanymi pisarzami.


Przebrnąwszy przez to wszystko, co najlepiej byłoby po prostu ominąć, żeby nie psuć sobie przyjemności z lektury, dotarłam wreszcie do samej powieści, która okazała się dobra, bo na szczęście zupełnie inna niż zapowiedzi.


Nie ma nic wspólnego z Zafonem, który jest starannie wyliczony, przyjemny i magiczny na swój popkulturowy sposób. Rodoreda taka nie jest. Nie ma tu miłości, jest niesentymentalny układ, w którym funkcjonuje główna bohaterka, z punktu widzenia współczesnego czytelnika wręcz patologicznie pozbawiona woli, energii, chęci by zmienić cokolwiek, dryfująca przez życie, którego nie wybrała, które jej się przydarzyło i okazało 'małym i złym życiem', tak innym od tego wyzwolonego i prawdziwego, którego istnienie tylko przeczuwa. Rodoreda pisze o kobiecie, która jest tak upodlona wojną i biedą, i tak głodna piękna, że spacery po mieście wywołują u niej zawroty głowy. To pani Dalloway klasy robotniczej. Podczas gdy Woolf narzeka na służącą, bohaterka Rodoredy nią jest. 'Diamentowy plac' stanowi przedziwną mieszankę katalońskich szeptanych okropności o horrorach nocy poślubnych, zabobonów, szczegółowych opisów wnętrzności myszy złapanej w pułapkę i piękna światła układającego się w pokoju. Ten piękny smutek, codzienność tak intensywna, że 'w środku jakiś wicher wznosił mi się od serca do głowy.'... To lektura pasująca do którejś z sióstr- samobojczyń Eugenidesa, tymczasem w Hiszpanii jest lekturą szkolną.

12:57, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


Najlepsze Blogi
Porządek Alfabetyczny
Utwórz swoją wizytówkę