hey, I can be the answer porzadek_alfabetyczny@gazeta.pl
wtorek, 06 maja 2014

Nie zauważyłam w tej książce ani 'wdzięku', ani 'niebywałego poczucia humoru' ani 'naukowej analizy', a przede wszystkim brak w niej deklarowanego uwielbienia i miłości do Włoch. Wszystko to znajduje się wyłącznie w blurbach i recenzjach na okładce. W środku mix wiadomości z wiki i kilku przeczytanych książek, nudnawych statystyk,oczywistych przepisów, ostrożnego i niezbyt błyskotliwego humoru i przeciętnych zdjęć. Plus drobiazgowe i małostkowe porady, co robić, żeby nie zachowywać się jak turysta, do której godziny wolno zamawiać cappuccino, o której jeść pizzę itp. Litości! Nikt teraz nie chce być turystą, wszyscy udają podróżników albo lokalsów... i może właśnie po tym nadmiernym staraniu się można najłatwiej poznać turystę.


To bardzo poprawna, wręcz poczciwa książka o tym, jak przyjemnie jest zobaczyć sobie to i owo we Włoszech, ale przyjemność i miłość to jednak uczucia o nieco różnej temperaturze. Można pisać o tym kraju inaczej- pierwszy przykład z brzegu to czytany przeze mnie niedawno dziennik Normana Lewisa z Neapolu, pięknie napisany i pasjonujący.

12:53, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 kwietnia 2014

Jednak rozczarowanie, ale muszę przyznać, że sama się prosiłam. Wydawało mi się, że Tymański jest mądrzejszy, a przecież wcale mi tego nie obiecywał:) Może to tylko kontekst. Na tle współprowadzącego w porannej audycji robi wrażenie bystrego chłopca, o innych muzykach sam mówi: 'Widzę to po wielu moich kolegach z branży, którzy podupadli na inteligencji i inspiracji, stając się głupkowatymi muzykusami. Oglądając wnętrza klubu, busa, pokoju hotelowego, pijąc wódę czy browary w tym samym, mentalnie kazirodczym gronie, ograniczają się do rozmów o kapuście, ZAIKS-ach i groupies.' Pomysł Tymańskiego na życie jest nieco ambitniejszy: 'Ja sam od dziecka miałem poczucie, że będę kimś wybitnym, co może wydawać się megalomanią, ale nikomu takiego poczucia nie odmawiam. Uważam, że każdy sam stanowi o sobie i może udowodnić swoją wielkość. A przynajmniej wykorzystać własny potencjał, wykrzesać z siebie twórczy ogień. To kwestia pracy, woli i determinacji, żeby stworzyć fabrykę swego umysłu, a później codziennie w niej napierdalać - jak szeregowy robol.' I dobrze. Tymański przyznaje też, że chociaż nie jest najlepszy,lubi robić to co robi i to mu wystarcza. Jeden z jego znajomych w ogóle nie wystartował, sparaliżowany wątpliwościami i poczuciem, że nie jest wystarczająco dobry. Jeśli faktycznie, jak lubi powtarzać Tymański, 'życie to aktywne uczestnictwo w stracie', ta mieszanka ADHD i ciekawości świata może być pomysłem na dobre życie. Ale czy to wystarczy na ponad 500 stron autobiografii? Niestety nie. Już w połowie zaczynają powtarzać się nazwiska, cytaty, a urok słowa 'sowizdrzalski'po dwudziestym powtórzeniu bezpowrotnie mija .... Liczyłam na to, że Tymański (albo Księżyk) zorientują się, co się dzieje i albo książka będzie krótsza, albo będzie można dowiedzieć się z niej czegoś więcej o scenie muzycznej - ostatecznie Tymański razem z Gwincińskim stworzyli coś zupełnie nowego, o czym chętnie bym poczytała. Sytuacja jest jednak podobna do tej z Iwaszkiewiczem. Mycielski w swoich dziennikach napisał, że kiedy otworzyło się okienko na świat, Iwaszkiewicz zasłonił je własną dupą. W 'ADHD' wszystko zasłania ego Tymańskiego, które bywa siłą sprawczą, ale bywa też przyczyną, dla której czytelnik zmuszony jest czytać jakieś wymyślne banialuki, zamiast prostego stwierdzenia:'jak większość facetów wolę sypiać z młodymi kobietami' i powrotu do ciekawszych tematów.

21:52, porzadek_alfabetyczny
Link Dodaj komentarz »

Książka chwalona chyba bardziej za to, co autor próbował osiągnąć, co obiecuje w najlepszych fragmentach, niż za to, co faktycznie napisał. Część wojenna - genialna. Część współczesna - naiwna. Zakończenie - sentymentalne i kiczowate.

21:43, porzadek_alfabetyczny
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 kwietnia 2014

Jak trwoga, to niekoniecznie do Boga, można też uciec się pod opiekę rozumu. 'Wszechświat kontra Alex Woods' jest powieścią o ateiście/ racjonaliście/ wielbicielu sarkazmu i (podobno) ukrytej pod nim mądrości Kurta Vonneguta. Jest też opowieścią o chłopcu, który spotyka mężczyznę i dorasta. Kiedy byłam mała, zauważyłam, że nie ma takich książek o dziewczynkach i mocno chłopcom zazdrościłam. Ach, myślałam, żeby tak ktoś podarował mi instrukcję obsługi samej siebie i życia! Na szczęście mi przeszło.



Alex jest ostrożny, racjonalny, zaplanowany od A do Z. Cóż, nic dziwnego, skoro jego powieściowy świat to bezmyślna i agresywna grupa rówieśników ze szkoły i odklejona od rzeczywistości matka, która wróży z kart i prowadzi sklep z artykułami dla zagubionych dusz. Alex ucieka z tego świata najdalej jak może i trudno mu się dziwić. Niestety ucieka też przy okazji od samego życia. Szwajcaria w tej powieści to nie tylko miejsce, gdzie można godnie i higieniczne popełnić samobójstwo. To także pewien stan umysłu. Świetna metoda by umrzeć, dobry materiał na powieść, ale smutny sposób na życie, które jest przecież piękną katastrofą. 'Life is to be lived, not controlled; and humanity is won by continuing to play in face of certain defeat.' Trzeba pielęgnować szaleństwo, prawda? O tym w tej powieści nie ma ani słowa.


Oczywiście, to po prostu przyjemna książka, z rodzaju tych, które 'dają do myślenia', ale niekoniecznie do niego zmuszają, można po prostu cieszyć się samą historią zamiast, tak jak ja, szukać dziury w całym. Dla mnie jednak 'Wszechświat kontra Alex Woods' to swego rodzaju cautionary tale o smutku racjonalistów.

12:00, porzadek_alfabetyczny , a może tak a może nie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 marca 2014

 

Nieszczęśliwą kobietą można zostać na wiele sposobów, a jednym ze sprawdzonych przepisów jest model 'gospodyni domowa lat 50.'. W książce 'Żony astronautów' do standardowej wersji (perfekcyjna żona + doskonała pani domu +matka idealnych dzieci) dodano jeszcze odrobinę blichtru: reporterów 'Life', herbatki w Białym Domu i dylematy, czy w spersonalizowanych kabrioletach pojawić się w kapeluszach czy bez i jaką kreację wybrać na Galaktyczny Bal. Rene Carpenter po pierwszej wizycie dziennikarzy wyznała: 'Czułam się, jakbym przez całe życie grała na ciemnej scenie i nagle ktoś włączył reflektory.' Reporterzy koczujący na trawniku przed domem pilnowali, by żony trzymały nerwy na wodzy. 'Dzięki retuszom i redaktorskim sztuczkom 'Life' przemienił siedem bardzo różnych i skomplikowanych kobiet w idealne, jednowymiarowe amerykańskie gospodynie. (...)Wyzuta ze swojej przebojowej osobowości i werwy Betty mogła być teraz podziwiana w całym kraju i traktowana jako wzór cnót. (...)Annie Glenn była dla NASA ideałem żony astronauty - dumnie stojąca u boku swojego męża z kuchenną łopatką w ręku, gotowa przygotować coś smakowitego dla swojego bohatera, pokonującego tych przeklętych Rosjan w wyścigu kosmicznym. (...)Kiedy John Glenn zeznawał przed Komitetem Kosmicznym przeciwko wysłaniu kobiety w kosmos, siedząca w końcu sali Annie ochoczo kiwała głową, zgadzając się ze swoim mężczyzną.'
Nixon przyznał, że 'Rosjanie może i mieli przewagę w kwestii rakiet, ale Ameryka przodowała w arkanach życia klasy średniej.' Ed White podczas kosmicznego spaceru czuł się 'skąpany w czerwieni, bieli i błękicie', a na ziemi żony wybierały ubrania w 'patriotycznych odcieniach',bo takie były oczekiwania opinii publicznej.


Żony astronautów zostały starannie poinstruowane przez rzecznika NASA, jak wyglądać ma wzorowe życie rodzinne. 'Karmcie ich dobrze. Chwalcie ich starania. Stwórzcie im w domach azyl. Nie każcie im wykonywać prac fizycznych wokół domu. Chrońcie astronautów przed stresem. Mąż astronauta nigdy nie powinien się martwić hydrauliką czy rachunkami od dentysty, nigdy nie krytykujcie go za brak inicjatywy w sypialni.' 'Nieważne, co żona musiała zamieść pod dywan - utrzymywanie spokoju w małżeństwie nie tylko stało się priorytetem każdej amerykańskiej kobiety, ale w czasach kiedy wszystko można było zrównać z ziemią za naciśnięciem jednego guzika, było też sprawą bezpieczeństwa narodowego. Siedem astrożon miało pokazać innym kobietom drogę. (...) Każdy astronauta, który miał problem z utrzymaniem 'zapiętych spodni', zagrażał powodzeniu misji i mógł zniweczyć szanse Ameryki na pokonanie Rosjan nie tylko w wyścigu w kosmos, ale także w kwestii moralnej wyższości. (...) Musieli zachowywać się jak nieskazitelni bohaterowie.' W praktyce oznaczało to, że zdrady są prywatną sprawą każdego astronauty, dopóki jest w stanie utrzymywać je w tajemnicy. Od żon oczekiwano współpracy. 'Rozbite związki, zażarte kłótnie - to nie miało znaczenia, dopóki pozostawało za zamkniętymi drzwiami.' Kiedy Harriet zaczęła podejrzewać, że Donn ją zdradza, a później znajdować liczne dowody, mąż kupował jej kwiaty, zaprzeczał i twierdził że 'odbija jej bardziej niż zwykle'. Najlepsza przyjaciółka powiedziała jej, że 'ma zwidy'. Donn powtarzał, że jest 'wariatką', ale kiedy chciała pójść do psychiatry, zabronił jej. Bał się, że straci pracę, rozwód oznaczał koniec kariery. Tym paniom, które potrzebowały pomocy, Dr. Feelgood wydawał po prostu dowolną ilość tabletek na uspokojenie.


'Jeśli nas potrzebujesz, przyjdź'- pod takim hasłem odbywały się comiesięczne spotkania Klubu Żon Astronautów. Marge - jedna z żon- chciała pomóc żonom, które z trudem (lub wcale) nie radziły sobie ze stresem, samotnością i lękiem. Okazało się jednak, że na spotkaniach wymieniają się przepisami, rozmawiają o przyjęciach i planują wyprzedaże wypieków. Depresja, alkoholizm, zdrady, katastrofy i śmierć były tematami tabu. Spotkania były jeszcze jedną okazją by sprawdzić, czy jest się wystarczająco idealną, aby mąż został wybrany do następnej misji, tak jak wcześniej niewinne z pozoru spotkania przy grillu były dla mężczyzn okazją do rywalizacji, a dla kobiet okazją by im kibicować. Nawet podczas pogrzebu męża, Betty 'zerkała ukradkiem na żony, chcąc się upewnić, że zachowują się jak należy'. Kobiety radziły sobie z presją w najróżniejszy sposób. Odpalały papierosa od papierosa. Popadały w alkoholizm, jak 'wzór cnót i spokoju, Susan Borman, która musiała z całych sił walczyć, by w towarzystwie nie żuć nerwowo swoich pereł'. Louise była wyznawczynią chrześcijaństwa naukowego i zwolenniczką musztrowania córek za pomocą tajnych kodów. Kiedy mówiła:'gwieździsty sztandar' oznaczało to, że dziewczęta niewłaściwie odłożyły łyżeczki po zjedzeniu sałatki owocowej. Faith wierzyła w przesądy:'słyszała, że wykrzykiwanie słowa 'Królik' zaraz po przebudzeniu pierwszego dnia każdego miesiąca było zaklęciem rozciągającym nad rodziną parasol bezpieczeństwa.' 


Gdzie podziała się wspomniana na okładce tej książki 'kobieca przyjaźń, solidarność i bliskość'?Where is the love?

Nie ma na nie miejsca, dopóki kobiety udają na potrzeby projektu jednowymiarową idealną amerykańską gospodynię. Jak zauważył kiedyś Vonnegut, 'Jesteśmy tym, kogo udajemy, i dlatego musimy bardzo uważać, kogo udajemy.' Niektóre z żon, jak Pat, tak weszły w swoją rolę, że nie potrafiły robić już nic innego:'Bycie żoną Eda to był jej zawód. I była w tym świetna, ale nic ponadto...' Dla niektórych wyzwolenie nastąpiło wtedy, gdy spełnił się najgorszy koszmar i mąż zginął w wypadku. 'Chcę żeby spełnił swoje pragnienia, a jednocześnie tego nie chcę.' myślały kobiety, czekając na decyzję, który z mężów poleci następny, spełni swe marzenia i zaryzykuje życie. Kiedy mąż Betty zginął w wypadku, nie załamała się. Już wcześniej 'umarła sto tysięcy razy'. Po śmierci Gusa Betty nie musiała już rywalizować z jego pracą i zainteresowaniami i poczuła 'że mąż należy tylko do niej(...) w jej zachowaniu zaszła ewidentna zmiana. Zaczynała rozkwitać i powoli przeobrażała się w ekstrawertyczkę.' Dla innych ratunkiem okazało się zakończenie projektu, chociaż niewiele małżeństw przetrwało chwilę prawdy. Lata 50. w astroświecie trwały aż do początku lat 70., a ruch wyzwolenia kobiet oznaczał 'Mistykę kobiecości' na nocnym stoliku i potrzebę spotkań z innymi kobietami, poczucie, że można sobie nawzajem pomóc rozmową i dobra radą. I chociaż Marge rozczarowana była brakiem szczerości podczas spotkań Klubu Żon, nie traciła nadziei. Jej metody pomocy były jednak rodem z lat 50., co obrazuje genialna anegdotka: Marge spotkała Janis Joplin (nie wiedziała kim jest) i 'rzuciła jej kilka swoich optymistycznych rad. (...) Janis może i nie była klasycznie piękna, ale Marge była pewna, że ma cudowne wnętrze. Może mogłaby odgarnąć z oczu te swoje splątane włosy? Trochę szminki, może jakiś lakier...' Sukienkowa pasteloza. Fryzura ul, im większa, tym szczuplejsza wydaje się sylwetka. Można też dopiąć sztuczne włosy, tworząc w ten sposób 'najmodniejsze w sezonie spływające kaskadą loki'. Mnóstwo lakieru. A na koniec zapalamy papierosa i wysadzamy ten wylakierowany, mały światek w powietrze. A potem, wiele lat później, spotykamy się z innymi kobietami, które przeżyły zorganizowany koszmar i naprawdę rozmawiamy ze sobą. Na ostatnich kilku stronach tej książki.

19:42, porzadek_alfabetyczny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lutego 2014

Nigdy nie specjalizowałam się w pisaniu streszczeń i tym razem nie będzie inaczej. Jest tyle osób które tworzą doskonałe spojlery:p W przypadku 'Spóźnionych wyznań' niezwykle łatwo pozbawić innych czytelników przyjemności, bo historia jest bardzo prosta i dramatyczna zarazem. 


Autor w doskonałym otwarciu informuje nas -pomiędzy wierszami - o głównych tematach powieści: morderstwa, literatura, wojna i związane z nią tabu, listy i namiętność. Kiedy po pierwszych czterech stronach wysiadamy wraz z głównym bohaterem, Tristanem Sadlerem na stacji w Norwich, jesteśmy już zdani tylko na swoją czytelniczą intuicję.


Sadler chce ale zarazem boi się zdradzić swój sekret, a jego wyznania są nie tyle spóźnione, co niechętne (szkoda, że polski wydawca nie zdecydował się po prostu na pozostawienie absolutysty w tytule...). Sadler milczy i zwleka, książka aż kipi od skrywanych emocji, a Boyne nie pogania swojego bohatera. Styl powieści jest powściągliwy i elegancki, a jednocześnie wciągający, a niecierpliwy czytelnik zmuszony zostaje do stworzenia własnej wersji wydarzeń z sugestii i drobnych podpowiedzi, zamiast dać się po prostu prowadzić za rękę autorowi. Niewykluczone, że jest to najlepszy sposób, by opowiedzieć o tabu, wstydzie i zdradzie, a zarazem nie pozwolić, by emocje wysadziły konstrukcję książki w powietrze. 


Jest w tej książce scena, w której Sadler nazywa powieści 'czymś w rodzaju ucieczki' i dodaje,że niektórzy autorzy potrafią 'zapewnić bezcenne chwile wytchnienia od nędzy i grozy naszego bytowania'. A jednak 'Spóźnione wyznania' nie są i nie miały być taką książką- ucieczką czy książką- wytchnieniem. Boyne w którymś z wywiadów stwierdził:'The books are truthful. You can't sugarcoat everything.' Nie zgadzam się ani z Sadlerem, ani z Boynem. Nie myślę w ten sposób o literaturze. Ale przyznaję, że Boyne jest bardzo dobry w pisaniu o rozpaczy i zmarnowanym życiu.

17:39, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 lutego 2014

Czego się spodziewałam? Książki, która będzie śmieszna na początku, śmieszno- straszna w środku i straszna na końcu. I Timur Vermes dokładnie taką książkę napisał. A więc zero niespodzianek, ale mimo to sporo przyjemności z lektury. Niektóre aluzje do współczesnej niemieckiej polityki są dla mnie niezrozumiałe, pewnie bawiłabym się jeszcze lepiej, gdybym potrafiła te małe żarciki-przytyki rozszyfrować. 


Najlepiej skomentowała sukces Hitlera pewna pani, wyznając mu: 'Może i jest pan straszny, ale przynajmniej nie jest pan nudny.' Bo Niemcy 2011 nudzą się. Pytani o poglądy polityczne ziewają, bredzą coś w stylu 'Te całe partie i reszta, to wszystko to przecież jedno szambo' albo wyrażają frustracje zamiast poglądów. Jak zwykle, 'najniższe instynkty ludzi są najpewniejszymi sprzymierzeńcami'.


Nie zabrakło w książce sceny, w której ktoś pyta Hitlera o Żydów. Wnuczka Żydówki ze łzami w oczach pokazuje Hitlerowi zdjęcie rodziny, której nigdy nie mogła poznać i mówi, że ze względu na babcię nie będzie już mogła dla niego pracować. Hitler błyskawicznie uspokaja zapłakaną panienkę, wspomina też o wizycie u babci, której wystarczyło okazać 'grzeczne zainteresowanie (...) Co się zaś tyczyło jakichś obiekcji w sprawach światopoglądowych, to od tego momentu dama i tak już słyszała tylko to, co chciała usłyszeć.' Nie jesteśmy świadkami tej rozmowy, chociaż inne - z dziennikarzami, politykami, producentami telewizyjnymi - autor z lubością rozpisuje na dialogi. Dlaczego? Czy autor jest aż tak niepoprawny politycznie, że nie uważa tej rozmowy za wystarczająco ważną czy zwyczajnie stchórzył? Nie wiem, czy bardziej Hitler kpi tu z Żydów, czy Vermes z czytelnika.

20:10, porzadek_alfabetyczny , a może tak a może nie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 lutego 2014

Walentynkowy różowy pył, chociaż machina uwznioślająca była nastawiona na pełną moc, zaczyna już opadać i można przejść się po polu bitwy i ocenić straty.


Ci, dla których miłość jest po prostu miłym sposobem spędzania czasu po pracy i którym seks pozwala spalić kalorie przyjemniej niż ćwiczenia na siłowni, bywają lekko draśnięci lub rozczarowani jakością przeżyć.


Bohaterowie Scotta Spencera wybierają wersję dla zaawansowanych. Muszą pilnować się, by w ogóle interesować się światem i ludźmi, bo tylko to co czują wydaje im się warte uwagi, a miłość nie jest dodatkiem do życia 'lecz stanowi rzeczywistość bardziej prawdziwą niż to naiwne, bolesne złudzenie, które nazywamy prawdziwym życiem.' Dlatego 'Miłość bez końca' jest opowieścią o pożarze i leczeniu w szpitalu psychiatrycznym. Jeśli ktoś rezygnuje z miłości, to nie jest to tylko foch / kolejny zwrot akcji w komedii romantycznej. To brak sił a nie koniec miłości.


W tej powieści miłość nie jest uroczą, społecznie akceptowaną formą szaleństwa. Seks to 'kanibalizm i pocałunki'. To, co dzieje się między głównymi bohaterami, staje się inspiracją i źródłem zazdrości dla innych, a autor uśmierca, kaleczy i karze wszystkich, którzy idą za głosem serca. Sprawdźcie swoją reakcję. Ja chwilami buntowałam się i odmawiałam współpracy z autorem. Z drugiej strony, jego wizja jest spójna i konsekwentnie poprowadzona. Nie czytałam jeszcze książki, w której bohaterka uznałaby miłość za wykroczenie i 'nie chciała dalej naruszać prawa'.


'Miłość bez końca' jest też opowieścią o zderzeniu dwóch sposobów wychowania. Kiedy syn komunistów zaczyna spotykać się z panną z liberalnego, otwartego domu, traci głowę nie tylko dla niej, ale i dla jej rodziny. Tępy upór i naiwność zderza się tu z bezradnością myloną z liberalizmem. To właśnie te rodzinne batalie i próby ratowania dzieci przez rodziców śledziłam z największym zainteresowaniem.

12:52, porzadek_alfabetyczny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 stycznia 2014

Mam wrażenie, że dopiero co skończyłam czytać 'Przekleństwa niewinności', a już pływam w tym oceanie żenady, jakim są przekleństwa wieku średniego. Ten moment kiedy trzeba wreszcie dorosnąć albo zaliczyć pełne zanurzenie w śmieszności.* Mój ulubiony mężczyzna próbuje mnie uspokoić: podobno głupi już był, a sportowym czerwonym samochodem rozbijał się mając 20 lat. Jeśli nie głupota to ( jak przeczytał M. u Rylskiego i z lubością cytuje): 'wszystko we mnie stygło', a jak mówi mniej czytający T.: 'czas na herbatę i kapcie'. Tak czy inaczej, katastrofa jest nieunikniona.

 
Tymczasem Tsukuru Tazaki ma 36 lat i nie tyle traci barwy, co nigdy się nie umaił. 'Żył jak uchodźca z własnego życia. A wielkie Tokio było idealnym miastem dla kogoś pragnącego takiej anonimowości. (...) Mam wrażenie, jakby moje życie się właściwie zatrzymało, kiedy skończyłem 20 lat, myśli Tsukuru Tazaki na ławce dworca Shinjuku. Dniom, które potem nadeszły, brakowało ciężaru. Miesiące i lata spokojnie owiewały go jak łagodny wiatr. Nie pozostawiając blizn ani smutku, nie wzbudzając silniejszych uczuć, bez wspomnień konkretnych radości.' Kilkanaście lat temu po prostu zrezygnował z życia. Teraz znajduje dobry powód, by do niego powrócić. Czas na porządki, wyjaśnienia, powrót do gry.


Tsukuru Tazaki to mniej niż ktoś, prawie nikt. Murakami znowu opowiada nam o tym, jak pięknie być nikim. Mało rzeczy męczy mnie tak, jak wszechobecny terror oryginalności. Bohaterom Murakamiego udaje się po prostu żyć. Zwolnieni z terroru oryginalności nie ustają w próbach bycia sobą.


W najnowszej powieści powracają ulubione motywy: muzyka jako specjalny gość a nie tło, nieodebrane telefony, tajemniczy szósty palec. Sekretne,samotne chwile. Celebrowana codzienność, w której bohaterowie śnią na jawie. I mały cud: doskonale zgrane w czasie spotkanie głównych bohaterów. Cierpliwość bez cierpiętnictwa i dobre chęci, którymi tym razem nie piekło, ale droga do drugiego człowieka jest wybrukowana.


'Książka musi być jak siekiera, która rozłupuje zamarznięte morze wewnątrz nas'.'Porządna książka nie jest po to, aby czytelnik mógł łatwiej usnąć, ale żeby musiał wyskoczyć z łóżka i tak jak stoi, w bieliźnie, pobiec do pana literata i sprać go po pysku'. To Kafka i Hrabal, a może po prostu to, że urodziłam się w Europie, definiują dla mnie dobrą książkę: to ta, która robi mi jakąś krzywdę. Ale dobrze czasami przesiąść się z tego krzesła boleści na tatami. Nie mam ochoty sprać Murakamiego po pysku, bo jego styl pisania jest tak czuły, że wciąż domagam się więcej. Nie, Murakami zdecydowanie nie zasługuje na Nobla. Ale błagam, niech pisze dalej. 'Ten spokojny, melancholijny utwór nadawał po trochu konturów pozbawionemu formy smutkowi, który spowijał jego serce.' 


* Znajomy, który zostawił swoją żonę i trójkę dzieci i zaczął nurkować. Znajomy, który wysłał swojej kobiecie smsa i zamieszkał z koleżanką z liceum swojej córki. I największe chyba rozczarowanie, pan który patrząc w dal powiedział: 'Dbałem w życiu nie o to, o co powinienem...' I kiedy już już myślałam, że będę świadkiem przemiany chłopca w mężczyznę, jego córka spytała: 'A co byś chciał, tatusiu?' a on odpowiedział 'Coś, czego nie mogę dostać od ciebie... Sportowy samochód!'.


 

00:58, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Komentarze (2) »
wtorek, 31 grudnia 2013

 

Pulp + ukochana bluza w buldożki + spray na gardło + pudełko czekoladek. Zestaw panny Porządek, którą świątecznie rozłożyło. Gorączka niestety nie była spowodowana temperaturą lektury: Sylvia Day napisała książkę nieco lepszą niż trylogia 'Fifty shades' ale wciąż raczej śmieszną niż podniecającą. Jeśli miałabym wskazać w swoim otoczeniu rzecz dobrej jakości i rozpieszczającą zmysły,to wybrałabym czekoladki, najlepsze jakie jadłam w życiu. 


Podobno każda kobieta marzy, żeby być bohaterką tej książki. Nie, dziękuję.  Wielkie pieniądze, dobra praca, piękne miasto, kochanek i przyjaciele, wszystko to jednak wymyślone przez Andżelę, która wyskoczyła na papierosa między jednym piłowaniem tipsów a drugim.


Andżela marzy, ale nawet w marzeniach wiernie zabiera ze sobą swojego lubego, bo jej babcia powiedziała, że 'jakiego sobie wybrała, takiego ma'. No więc Andżi przebiera go w lepsze ciuchy i ustawia 'na tle nowojorskich drapaczy chmur'. Każe mu robić 'zawziętą' minę i wytwarzać 'pole siłowe' gdy wysiada z nią z limuzyny by udać się na kolejną galę dobroczynną a dziennikarze nie dają im spokoju. 


Jednak gdy tylko zostają sami, jej luby biega półgoły, czasem w jedwabnych, ale najczęściej po prostu dresowych spodniach i 'popisuje się przed nią swym ciałem', ogląda z nią głupoty w telewizji i je pizzę. (Hmm...czy ciałem nie popisują się przypadkiem ci, którzy nie mają nic innego? Tak, w tej książce wszyscy przebierają się tylko za bogatych, udają np.chłodne blondynki, bo takie Andżela obejrzała sobie na zdjęciach z imprez w jakimś połyskliwym pisemku i takie ogarnia.) 


Jej chłopiec z marzeń zamiast zwyczajowych półzdań i unikania rozmów o emocjach, angażuje się w debaty o 'relacjach' i 'katalizatorach negatywnych uczuć' i chodzi z nią na terapię dla par w godzinach wieczorowych, kiedy to pan doktor liczy podwójnie.


Jej o 20 lat starsza matka bez problemu mieści się w jej ciuchy, interesuje się modą i wygodą i specjalizuje w wielokrotnym wychodzeniu bogato za mąż i dawaniu rad:'Każda kobieta zasługuje na to, by być noszona na rękach przez bogatego mężczyznę.' Coś w tym jest, myśli Andżela, przydeptując papierosa i wracając do robo. 


A ja budzę się z popołudniowego, chemicznego snu i czuję, że wyzdrowiałam. I chociaż ledwo spłaciłam kartę w tym miesiącu, nadal jestem w tej grupie, która hejtuje a nie kibicuje półgołemu chłopcu w spodniach od dresu, który chwali się swoim ciałem.

02:38, porzadek_alfabetyczny , literatura spożywcza
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29


Najlepsze Blogi
Porządek Alfabetyczny
Utwórz swoją wizytówkę