hey, I can be the answer porzadek_alfabetyczny@gazeta.pl
niedziela, 29 grudnia 2013

'Pisać o literaturze jest łatwiej niż pisać literaturę - w tym sęk. Więc ja, na ich [krytyków] miejscu, zastanowiłbym się bardzo głęboko jak wybrnąć z tej hańby, której na imię: ułatwienie. Ich przewagi są bowiem natury czysto technicznej. Głos ich rozlega się potężnie nie dlatego, aby był potężny, a tylko dlatego, że pozwolono im przemawiać przez megafon prasy. Jak wybrnąć? Odrzucić z wściekłością i dumą wszystkie sztuczne przewagi, jakie ci zapewnia twoja sytuacja. Gdyż krytyka literacka nie jest osądzaniem człowieka przez człowieka (któż dał ci to prawo?), lecz starciem dwóch osobowości na absolutnie równych prawach. Wobec czego - nie sądź. Opisuj tylko swoje reakcje. Nigdy nie pisz o autorze ani o dziele - tylko o sobie w konfrontacji z dziełem albo autorem. O sobie wolno ci pisać. Ale, pisząc o sobie, pisz tak, aby osoba twoja nabrała wagi, znaczenia i życia - aby stała się decydującym twoim argumentem. Więc pisz nie jak pseudo-naukowiec, ale jak artysta. Krytyka musi być tak natężona i wibrująca jak to, czego dotyka - w przeciwnym razie staje się tylko wypuszczaniem gazu z balona, zarzynaniem tępym nożem, rozkładem, anatomią, grobem.'

To Gombrowicz, oczywiście.

I tak właśnie chciałabym umieć pisać o książkach...

21:22, porzadek_alfabetyczny , wypisy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 grudnia 2013

Podobno trzydziestolatki w moskiewskim metrze czytają Pielewina. Nic dziwnego, łatwo go czytać i łatwo go lubić. W jego książce wszystko jest możliwe i wszystko jest śmiechu warte. Dla mnie jednak to trochę za mało, a obawiam się,że poszukiwanie w tej książce drugiego dna byłoby tak samo ryzykowne, jak zaglądanie w duszę generała Szmygi: "podejrzewam, ze natrafilibyśmy tam na płytkie blaszane dno, przykryte bojowym kamuflażem i udające 'otchłań'".


'Napój ananasowy dla pięknej damy' to inteligentna psota, chłopięcy wybryk, ale absolutnie nic nie czułam czytając ten uroczy zbiór historii. Może gdybym czytała innego dnia, pasowałoby mi to, że jest to tylko ćwiczenie z wyobraźni i nie chodzi tu o wywołanie jakichkolwiek emocji. Może gdybym mieszkała w Rosji i musiała 'stale podnosić swoją metafizyczną gotowość bojową';) cieszyłabym się z tego, jak Pielewin skubie Putina po łydkach, ale z mojej perspektywy książka raczej traci na tej doraźności. Poza tym, czytając pierwszą część, przypomniałam sobie, dlaczego moja przygoda z substancjami szkodliwymi zakończyła się równie szybko, jak się zaczęła: próbując czegokolwiek jest się towarzysko zmuszonym do wysłuchiwania czasem nudnych, a czasem wręcz intelektualnie żenujących opowieści współbraczy. Pielewin jest za bystry, żeby być żenujący, ale nudny niestety bywa. 


Pielewin mnie rozczarował, ale znalazłam u niego kilka skarbów, takich jak ten:'Mężczyzna był kulisty jak słońce i łysy, z pokorną, a zarazem chytrą twarzą. Przypominał bochenek z rosyjskiej bajki, który w młodości miał rozmowę z niedźwiedziem- prokuratorem i zapamiętał raz na zawsze, że w Rosji jest po prostu małą bułką, która nigdy przed nikim nie ucieknie; z czasem przywykł do tego skromnego statusu, jakoś się urządził i całkiem gładko się turlał.' I, kilka stron dalej: 'O dziwo, od razu przestał wyglądać jak bochenek i przypominał teraz zmęczonego śledczego, całkiem ludzkiego faceta, który jednak z powodu braków kadrowych musi na zmianę robić za dobrego i złego policjanta.'

13:09, porzadek_alfabetyczny , a może tak a może nie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 grudnia 2013

 

Lubię zajrzeć do książki i zobaczyć, z czego jest zrobiona i czemu. Poza tym od dłuższego czasu z niezdrową fascynacją obserwuję, jak książki dla małych dzieci stają się coraz lepsze, a dla nastolatków coraz gorsze. Po przeczytaniu pierwszej powieści Johna Greena fantazjowałam, że to właśnie tę książkę moja córka będzie czytać za kilka lat zamiast słynnej serii o wampirach. Po przeczytaniu dwóch kolejnych zmieniłam zdanie. Oczywiście, wolę jego inteligentne i niepokorne bohaterki od pozbawionej charakteru Belli ze 'Zmierzchu'. Wolę bystrych chłopców Greena wyśmiewających kult sportu niż pozbawioną poczucia humoru wymuskaną rodzinkę wampirów. Tak, książki Greena to nieustanna kontra wobec obowiązujących standardów piękna i popularności. Ale ta kontra jest równie starannie wyliczona, jak jej wampirzy odpowiednik. Te trzy książki Greena, które przeczytałam, są napisane wg tego samego schematu. To produkt. A literatura piękna wciąż jest tam, gdzie była. I mam nadzieję, że moja panna Z. zabłądzi za kilka lat między te zakurzone półki w bibliotece.

12:04, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »
środa, 04 grudnia 2013

'Dopóki amerykański styl życia będzie czymś, co skłania ludzi do ucieczki', będę czytać Pynchona. Dziś powtórka z 'Wady ukrytej'. Już raz o niej pisałam. Ani wtedy, ani dziś nie próbuję nawet napisać recenzji tej książki, 'I just had to give it some love today', i tyle. Bystrzy faceci z poczuciem humoru rozbierają mnie na stojąco, a 'Wada ukryta' zachwyciła mnie nawet bardziej przy powtórnym czytaniu. Kocham pana, panie Pynchon! 'Ostatnio coraz częściej zastanawiał się nad tym wielkim zbiorowym snem, do trwania w którym wszystkich zachęcano. Tylko z rzadka można było niespodziewanie zobaczyć, co jest po drugiej stronie.'

Tagi: Pynchon
18:38, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Dodaj komentarz »

Powieść, która swoją objętością obiecuje czytelnikowi pełne zanurzenie w życiu mocnosowieckim i mimosowieckim. Trudno stracić dla niej głowę, bo narracja jest chłodna, niektóre rozdziały mogłyby być osobnymi opowiadaniami. Zero cliffhangerów na końcu rozdziału, ulepszaczy, trików, ogłuszania czytelnika. Bez problemu odkładałam ją na długie godziny ... ale też chętnie do niej wracałam. Najbardziej podobało mi się w niej to, że ona w ogóle nie stara się podobać:)

17:10, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 grudnia 2013

Jak hartował się Wrocław. Mnóstwo ciekawostek, nieco za dużo moralizatorstwa i zdecydowany brak korekty/ redakcji. Minus za ubersamcze zakończenie, w najgorszym ‘polskim’ stylu. Widać niestety, że autorowi najbliższa jest literatura prosta i popularna, z jej skrótami myślowymi i powielaniem schematów. Ta książka powinna mieć krzykliwą i kiczowatą okładkę, wtedy nikt nie czytałby jej serio, jak to właśnie bez sensu zrobiłam.

11:35, porzadek_alfabetyczny , literatura spożywcza
Link Dodaj komentarz »

Trudno w przypadku tej historii uniknąć osobistego zaangażowania. Uczestniczyłam w życiu codziennym bohaterów, w życiu jak dla mnie trudnym do pojęcia nie ze względu na wszechobecne okrucieństwo, ale na brak presji na ‘teraz albo nigdy’ i ‘natychmiast’. Wiele lat czekania, aż zacznie się życie. 37 kg listów- raportów z życia na stand-by.

11:32, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Komentarze (4) »

Drotkiewicz przeprowadziła dziesięć dobrych wywiadów (‘Jeszcze dzisiaj nie usiadłam’), ale wywiad z Masłowską jest nieporozumieniem.Sama Masłowska mówi w pewnym momencie o tym, jak uniknąć napisania złej książki: ‘Uważam, że należy szukać wszelkich metod, nawet trików, żeby się od siebie oddalić, żeby złapać do siebie dystans, żeby przestać bronić swoich racji. Żeby móc siebie samego zaatakować, oskarżyć’. Szkoda, że tego nie praktykuje. Rozumiem, że chciała uniknąć wywiadu w stylu glamour i pomysł przyjacielskiej rozmowy z koleżanką wydawał się sensowną alternatywą. Skończyło się na wzajemnym utwierdzaniu się w fajności. Kiedy panie opowiadają jakieś bzdurki o ubraniach w paski, próbują nieudolnie atakować Baumana albo wygłaszają kurioza o bankowcach, nikt nie stawia im oporu, a szkoda. Znajomy określił to następująco: pytania w tej książce są głupsze od odpowiedzi. Ja zastanawiam się, czy to Drotkiewicz nie umie zadawać pytań, czy może po prostu Masłowska nie ma już nic do powiedzenia…Ta książka niestety ‘nie ma wiele wspólnego z ludzką godnością umysłową’, której Masłowska jest podobno zwolenniczką.

11:29, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Dodaj komentarz »

 

Czytanie Piotra Zychowicza jest jak rozmowa z ciekawym człowiekiem o niefrasobliwym podejściu do higieny jamy ustnej. Chcę się dowiedzieć, co ma do powiedzenia, ale ciekawość walczy jednak z odrazą i chwilami przegrywa. Na szczęście kolejka do jego poprzedniej książki jest w bibliotece tak długa, że mogę śmiało fantazjować o jakimś bardziej zdyscyplinowanym i emocjonalnie stabilnym autorze, który napisze lepszą książkę na ten sam temat.


Zaznaczam, że moje wątpliwości dotyczą samego stylu, w którym napisany jest ‘Obłęd’44′. Książka nie ‘zachwiała moją świadomością historyczną’, bo nigdy nie kupiłam tej smutnej piosnki o fizycznej zagładzie & moralnym zwycięstwie, Zychowicz nie musiał więc ze mną walczyć, i w rezultacie jego książka wydaje mi się ‘overdefended’ a autor ‘is trying too hard.’


Poza tym przydałby mu się jakiś trzeźwy, a może nawet brutalny redaktor, który wyciąłby jakieś 25% ‘Obłędu’44′: te cytaty, które są niepotrzebne, bo nic nie wnoszą, a także krasomówcze i grafomańskie wstawki. Może namówiłby autora, żeby zmienił styl z ‘doraźnego publicystycznego’ na nieco chłodniejszy. I powstrzymał go przed osobistymi wycieczkami takimi jak ta:‘Wolimy przecież niekompetentnych partaczy – byle tylko mieli usta pełne frazesów i patriotycznych sloganów – od fachowców i zimnych realistów. Wolimy tych, którzy mówią to, co chcielibyśmy usłyszeć, choćby było to kłamstwem, od tych, którzy walą nam prosto w oczy przykrą prawdę. Doprawdy rację miał ten, kto porównał naród polski do kobiety.’ Bardzo mi przykro, że jakaś pani w okolicach strony 360 zostawiła pana Zychowicza dla Okulickiego albo tego pana, który ‘mógł pracować z dużym pożytkiem dla sportu konnego’. Tak, to zła kobieta była, ale nie o tym chciałam czytać!

11:24, porzadek_alfabetyczny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 października 2013

Wszystko, czego bałam się dowiedzieć o oblężonym Leningradzie, a może nawet więcej. Długo zbierałam siły, żeby przeczytać tę książkę, i przez jakiś czas wydawało mi się nawet, że sobie z nią radzę, bez problemu wracając do swojego życia co kilkadziesiąt stron. A potem pochyliłam się, żeby podrapać psa za uchem i pomyślałam nagle: Jakby to było, trzymać go w trójkę, poderżnąć mu gardło i go zjeść? A może wymienilibyśmy się psami z sąsiadką, tak jak to robili niektórzy leningradczycy, żeby uniknąć zjadania swoich ukochanych zwierząt? Zabroniłam sobie myśleć i poszłam spać. I obudziłam się o piątej rano, zlana potem. Śniło mi się, jak dotykam swojej twarzy i czuję, że zaczęła już puchnąć z głodu. 


Jedna z bohaterek nazywa wspomnienia z tego okresu 'umysłowym polem minowym.Wystarczy, że na nie nadepniesz, a od razu wybuchasz. Wszystko wylatuje w powietrze - spokój, dobrobyt, obecne szczęście.' A autorka dodaje 'a potencjalne zapalniki pamięci czają się wszędzie dookoła (...) Ktoś nigdy nie ubiera choinki, ponieważ przypomina mu ona tę, pod którą leżał jego umierający z głodu ojciec.' Rozumiem. Ale nie rozumiem, jak można pokaleczyć się cudzymi wspomnieniami i śnić cudze koszmary.

11:54, porzadek_alfabetyczny , tak
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


Najlepsze Blogi
Porządek Alfabetyczny
Utwórz swoją wizytówkę