hey, I can be the answer porzadek_alfabetyczny@gazeta.pl

drobiazgi

wtorek, 04 grudnia 2012

Bywają książki martwe. Ale bywa i tak, że któryś z bohaterów się z takiej książki uratuje i mieszka w mojej głowie,kiedy reszta książki została już zapomniana.

Dwa przykłady, na szybko. Chuda z 'Nocy żywych Żydów' i córka głównej bohaterki 'Niewidzialnej pani domu'. Jakim cudem przeżyły?


Chuda to jedyna bohaterka, która przetrwała katastrofę zgotowaną przez Ostachowicza. Marnym stylem i brakiem zainteresowania dla stworzonych przez siebie postaci autor uśmiercił wszystkich pozostałych (niektórych po raz drugi). Chudej udało się,bo jest jedyną bohaterką, której poświęcił odrobinę uwagi, której naprawdę się przyjrzał. Wszystko dzięki jednej scenie, w której Chuda czyta, gładząc stopę, a potem podkurcza palce, odwracając stronę.


Córka głównej bohaterki 'Niewidzialnej pani domu' nie odgrywa w książce większej roli. Płacze czekając aż wróci do niej chłopak, zajmuje się wyłącznie sobą. Jest jednak jedną z tych osób, które każdy z nas spotkał (chyba że sam jest kimś takim ;)) i które nie robiąc nic szczególnego, są w centrum uwagi, kimś, komu wolno więcej, chociaż właściwie nie wiadomo dlaczego. Wystarczył jeden gest, jedna scena, w której ta panna wyciera sobie łzy włosami, żeby porzuciła nieważną książkę i wprowadziła się do mojej głowy.

Dlaczego akurat one? Może dlatego, że nigdy nie były papierowe? Może to po prostu ktoś, kogo autorzy znali naprawdę, wytnij&wklej z rzeczywistości? Odkleiły się ze strony, otrzepały z liter i żyją dalej.

09:27, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 lipca 2011

Miały być lata 80. i okolice,'Betonowy ogród' McEwana,'The bonfire of the vanities' Wolfe'a, 'American Psycho'. Ale poniosło mnie aż do lat 40., na dalekie Południe.

I teraz u mnie 'Serce to samotny myśliwy' czytane po kilka zdań, nieśpiesznie.

Wszystko przez jedną scenę z 'A love song for Bobby Long'/'Lokatorka'/, w które SJ czyta właśnie tę książkę.

'A love song' to bookporno dla pięknoduchów. Książki piętrzące się pod ścianami, wygodne kanapy i leżaki, na których można sobie poczytać, czytanie przy jedzeniu. Wszyscy mają czas. Piękne kłamstwa.

Poza tym Bonobo 'Black Sands' i deszcz.

Panna Z. urządziła wyścigi ślimaków. Ależ one pędzą!

Czy to możliwe, że jeszcze kilka lat temu uważałam, że bieganie po mieście z kawą w papierowym kubku jest fajne? Po co? Śmiech.

ależ one pędzą!

niedziela, 10 lipca 2011

Na wstecznym, pomału.

1991 Dune. Czy perfumy mogą tworzyć przestrzeń? Tak, jakiś metr sześcienny/psik, to aldehydy.

dune / dior


1988 Eternity. Która kobieta teraz pachnie szałwią?

eternity / calvin klein


1985 Poison. Restauracje zmieniają napis z 'No smoking' na 'No smoking, no Poison'.

poison / dior

1984 Coco Chanel,ale nie Mademoiselle. Labdanum, cybet, goździki, ktoś jeszcze żyje?

coco/ chanel

1983 Paris/YSL 232 nuty zapachowe, a nie, jak teraz, trzy.

1978 AnaisAnais, killer w pastelowym przebraniu.Floral, ale nie w wersji miłe kwiatuszki, tylko prawdziwy nokaut. Hiacynt,nie jako dodatek, tylko na start. Lilie, całe naręcza. A potem kadzidło, skóra, galbanum. Plus senne, odrealnione reklamy.

anais anais/ cacharel

1925 Shalimar. Ten klasyczny, a nie któraś z późniejszych wersji light, czyli zostawmy-flakon-a-do-środka-wlejmy-coś-miłego

shalimar / guerlain

1921 Chanel no5. Legenda.

chanel no5

Zaglądamy do domów pisarzy/pisarek, oglądamy ich biurka, pióra, maszyny do pisania.Sprawdzamy, jaki mieli widok z okna.

A ja jestem ciekawa, czym pachniały pisarki, bohaterki ksiażek, czym pachniały kobiety, które przechodziły obok pisarzy i powodowały, że gubili wątek.

Co ciekawe, teraz, kiedy kobietom wszystko wolno, pachną owockami, kwiatuszkami, a przede wszystkim karmelem, toffi, wanilią. Dekorują. Umilają. Nie jedzą (dieta!) ale pachną jedzeniem. Kobiety do zjedzenia.

Zapachów, o których piszę, używało się raczej od święta. Było ich kilka, a nie kilka nowych co miesiąc, więc jest duża szansa, że traficie na ten, którym pachniała wasza ulubiona pisarka/bohaterka. Znajdziecie je lekko przykurzone w Sephorze/Douglasie/Marionnaud. Pani w Sephorze pytała mnie, czy NA PEWNO chcę spróbować właśnie ten Poison, a nie nowszą wersję :)Spróbujcie. Ostrożne niech wyperfumują kostki u nóg, albo zgięcie pod kolanem. Bez obaw, w każdej perfumerii dyżuruje pani, która w razie potrzeby udzieli pierwszej pomocy;)

Najgorsze co się może przydarzyć, to seria niewygodnych pytań, jeśli zdecydujecie się przetestować przy okazji coś z nowości. Dlaczego miałabym zapłacić 150zł żeby pachnieć proszkiem do prania? (O de L'Orangerie Lancome, 2011). Po co płacić ponad 200 zł za coś, co pachnie jak balsam do ciała za 20zł i znika ze skóry po 10 minutach?(Daisy eau so fresh, Marc Jacobs). I, last but not least: gdzie się podziały prawdziwe perfumy?

13:06, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 czerwca 2011

sven regener / pan lehmann

Nieźle daję sobie radę z pierwszymi chłodnymi dniami jesienią, niekończącym się odśnieżaniem zimą, żegnaniem psów, więdnącymi kwiatami, pierwszymi siwymi włosami, oglądaniem dzieci, które moi ex mają nie ze mną... you name it, całym tym przemijaniem i żegnaniem.

To, co mnie co roku zaskakuje, to lato. Obowiązkowo beztroskie, bezmyślne, wyczekane. Z rozpędu czekałam razem z innymi, żeby się zaczęło, a ja przecież wcale nie chcę!

Uświadomiłam sobie jednak,że mam brata, i to starszego (marzenie każdej panny:)) 'Pan Lehmann' Svena Regenera, który tak cudownie narzeka, kiedy tylko inni przestają. Niedziele, niekończące się kawy, smród grilla...'Latem pana Lehmanna dręczyła myśl, że trzeba coś zrobić z piękną pogodą, spotkać się z przyjaciółmi, pogrillować, pojechać na wycieczkę, nad jezioro...(...) Reszta roku wydawała się łatwiejsza.' A więc ktoś jeszcze odmawia uczestniczenia w tej obowiązkowej radości. Uff.


13:31, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 16 maja 2011

Z panią Woolf dogaduję się lepiej lub gorzej,ale zawsze wracam.

W gorsze dni widzę w niej głównie snobkę i antysemitkę, uduchowioną, rozpoetyzowaną panią, której książki niczym się od siebie nie różnią. Ale bywa,że pasuje mi jej nieśpieszny, uważny sposób patrzenia, to, że tak dobry użytek zrobiła z kombinacji wrażliwości, umysłu i własnego pokoju.

virginia woolf / widoki londynu

'Widoki Londynu' nie są jej najlepszą książką,ale dużo w niej dobrego. Bardzo pasuje mi zwyczaj poszukiwania piękna w miejscach, gdzie 'nikt nie poświęcił mu nigdy ani sekundy myśli'. Lubię światło, sztukę użytkową, nieoczywiste piękno hałaśliwych miejsc,a Woolf potrafi o tym pisać. 

Woolf pisze 'próżno dojść do jakiegoś wniosku na Oxford Street',z braku spokoju, miejsca, gdzie można by uporządkować jakoś wrażenia. A jednak potrafi to zrobić, spacery z nią po Londynie to lekcja uwagi i spostrzegawczości.

Myślę, że patrzymy w tę sama stronę, ale ona więcej widzi. Wiem, wiem, już Wilde napisał,że iluzja jest największą z przyjemności. Wydaje mi się też, że Miss Dior Cherie (ta z 2005 roku, oczywiście) pachnie tak jak moja skóra, tylko lepiej:) Tyle, jeśli chodzi o moje złudzenia.

'Widoki Londynu' są przyjemną książką, ale nadal szukam czegoś, co dałoby mi się we znaki. Podobno 'grzechotnik, który nie kąsa, niczego nie uczy', a mnie w tym roku pogryzły tylko komary.



12:00, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

chloe rose edition

Wiosna zaczęła się dla mnie od nowych zapachów: Idylle Duet i różanej Chloe. Retro. Tak bardzo,że równie dobrze można by zrobić hop prosto w 'Portret damy' James'a. Skąd te zbiorowe, perfumeryjne powroty? Czy kiedyś było lepiej? I czy ludziom wtedy też wydawało się, że wcześniej było lepiej?


james / the portrait of a lady

A może po prostu inaczej? Kiedyś w ramach eksperymentu kupiłam gorsety i nosiłam codziennie przez kilka tygodni. Przedziwne wrażenie uzbrajania się każdego ranka, bezpieczeństwa i zniewolenia zarazem.

Leżę i pachnę i rozmyślam o pannie Archer. Czytałam 'Portret damy' dwa lub trzy razy. Za każdym razem tak bardzo staję się Isabel Archer, że razem z nią mylę się i wpadam w tę samą pułapkę. Można by analizować zdanie po zdaniu i wciąż nie wiedzieć, jak James to robi.

idylle duet

19:32, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 marca 2011

Czechow jest prześmiewczy ale i współczujący, McEwan: bezlitosny i czuły, a Rylski: precyzyjny i...no właśnie. Rylski jest bez i. Chwaliłam go i chwalę za konstrukcję, pomysł, język tak wymyślny, że aż dziwaczny. Muszę sobie jednak między jego książkami robić długie przerwy ( zresztą on też:)).Co jakiś czas wracam do jego dziwnego świata- półświata. Emocje- tylko te starannie wybrane. Kobiety- tylko te nieme.

23:02, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 marca 2011

W czasie gdy ja walczę z Rachel Cusk- tak mocno się różnimy, że dziś _przechodziłam_ tylko obok 'Ostatniej wieczerzy', żeby się zbytnio nie denerwować:) - moja córka rozprawia się z Dniem Kobiet.

Ja: 'dzwonił tatuś, złożył nam życzenia'

Panna Z.: 'o, jakie?'

Ja: 'wszystkiego najlepszego'

Panna Z.: 'krótkie jakieś'


19:59, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (4) »
piątek, 18 lutego 2011

Dla siebie, do siebie, bo tak naprawdę to mi i nikomu więcej ten blog potrzebny nie jest. A więc czemu nie w zeszycie tylko w net? Dla takich chwil jak czytanie komentarzy do http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/02/tez-tak-macie.html#ListaKomentarzy.

Wpis drobny,a w komentarzach cuda. Bardzo wam dziękuję.

12:42, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (1) »
środa, 16 lutego 2011

Na leżaku przy basenie cieszy mnie nie tylko słońce i wiatr znad oceanu, ale
także mix rozmów w trzech różnych językach. Owsianka w opakowaniu z fińskimi
napisami smakuje mi lepiej. Książka czytana w niemoim języku dostaje zawsze
gwiazdkę więcej, za samą radość czytania w obcym języku. Księgarnie
odwiedzam nawet w krajach, w języku których potrafię tylko zamówić kawę, po
prostu po to, żeby pooglądać sobie dobrze znane książki z zupełnie nowymi
wyrazami:) Jazda wyciągiem z Węgrami, z których rozmowy, jak uważnie bym się
nie wsłuchiwała, rozumiem tylko słowo 'snowboard', to uber-bliss po prostu.
Też tak macie?:)

Na leżaku przy basenie cieszy mnie nie tylko słońce i wiatr znad oceanu, ale także mix rozmów w trzech językach. Owsianka w opakowaniu z fińskimi napisami smakuje mi lepiej. Książka czytana w niemoim języku dostaje zawsze gwiazdkę więcej, za samą radość czytania w obcym języku. Księgarnie odwiedzam nawet w krajach, w języku których potrafię tylko zamówić kawę, po prostu po to, żeby pooglądać sobie dobrze znane książki z zupełnie nowymi wyrazami:) Jazda wyciągiem z Węgrami, z których rozmowy, jak uważnie bym się nie wsłuchiwała, rozumiem tylko słowo 'snowboard', to uber-bliss po prostu. Też tak macie?:)

13:42, porzadek_alfabetyczny , drobiazgi
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3


Najlepsze Blogi
Porządek Alfabetyczny
Utwórz swoją wizytówkę