hey, I can be the answer porzadek_alfabetyczny@gazeta.pl

nie

wtorek, 12 maja 2015

 

Skąd się biorą takie książki? Może z myślenia, że to co ważne, musi być poważne,a najlepiej ponure. Wszyscy na czarno. Kto się roześmiał, wylatuje. Autor- dozorca parku sprawdza czy wszystkie tablice ( 'zabrania się śmiać i gwizdać', 'wielka polska powieść') są na swoich miejscach. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron podziwiam zamysł i dyscyplinę. Potem zaczynam ziewać i czekam aż bohaterowie zerwą się ze smyczy, ale żaden nie ma śmiałości, a szkoda. I pożyczam sobie od Stasiuka: 'To piękna rzecz przepierdolić kawał życia. Tę jedną, jedyną rzecz, którą się dostało. Na to trzeba mieć gest. Nie można być ściubolem, co to liczy każdą godzinę, że to trzeba tak, a to trzeba tak. Życie to w końcu strata jest' Ach, gdyby tak Twardoch miał gest,nie ściubolił, nie pilnował; gdyby mu uciekli i połamali tablice, chociaż przez kilka stron, co to by była za powieść! Taka, od której chce się bardziej żyć i bardziej czytać. Tę, którą napisał, z trudem doczytałam i z ulgą odniosłam do biblioteki. Teraz pilnie potrzebuję poczytać jakiegoś nieściubola.

21:34, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (7) »
środa, 22 października 2014

 

Dziś trzy wycieczki w rejony powszechnie pożądane, a dla mnie jak się okazuje, niedostępne.

Wyprawa pierwsza: seksowne damskie perfumy.

narciso1

Większość swojego perfumeryjnego życia w ostatnich miesiącach spędziłam w onirycznych, mydlanych, nieśpiesznych klimatach retro. W ramach płodozmianu któregoś wieczoru postanowiłam wypróbować 'Narciso' Rodrigueza. Na innych podobno: seksowny, mocny, upajający, seksowny, wyrazisty, oryginalny, seksowny, seksowny. Na mnie: najpierw dużo, może nawet za dużo białych kwiatów. Leżę i pachnę i czekam aż pójdę do nieba. Później nuda. Czekam na mój ulubiony cedr, w tym zapachu podobno w podwójnej dawce. I nagle jest. Faktycznie, efekt jest oryginalny. Czuję jakby ktoś trzymał mnie mocno za szyję i przyciskał do drogiej, świeżo polakierowanej drewnianej podłogi. Wytrzymuję jeszcze chwilę bo trudno mi uwierzyć, że komuś udało się zamknąć ultraviolence we flakonie. Potem biegiem do łazienki szorować nadgarstki.

Wyprawa druga: książki o miłości, przez które wszyscy płaczą. ('Ja nie płakałam, ja ryczałam. Z przyjemnością przeczytam pozostałe książki tego autora').

dlaciebiewszystko1

 

'Dla ciebie wszystko' Sparksa. Po kilkudziesięciu stronach obserwowania zza ramienia bohaterki jak na umięśnionych plecach jej byłego chłopaka napina się koszula, jak z gracją atlety jej pierwsza miłość mija ją w drzwiach, jak ze znawstwem pochyla się z kluczem francuskim nad maską samochodu (tak, koszula się napina, again) powinnam płonąć, a nie płonę, żądać happyendu, a zamiast tego badam, jak Sparks upycha tę historię w purytańskim pudełeczku - o którym tak pięknie pisała Druckerman w 'Dlaczego zdradzamy'- i na koniec przewiązuje wstążką. SPOILERY, SPOILERY! Mamy więc zdradę ale w sumie niezdradę, bo do konsumpcji nie doszło. Mamy pana, który zamiast czekając na powrót swej pierwszej miłości, gzić się z innymi ('Miłość w czasach zarazy'), czeka i czeka, cierpliwie nie konsumuje, nie konsumuje nawet w czasie konsumpcji, a na koniec UBERSPOILER umiera bo autorowi potrzebny jest dawca organów. Źli chłopcy występują tu tylko po to, żebyśmy mogli zobaczyć jak dobrzy są dobrzy. Na ołtarzu tej powieści poświęca się nie tylko prawdopodobieństwo i logikę, ale także wszelkie silniejsze uczucia, które mogłyby wystawać z pudełeczka. Sparks to bezwzględny rzeźnik, a ta książka przyprawia o dreszcze. Z ulgą powróciłam do rzeczywistości.

Wyprawa trzecia: alternatywa dla tego, co jest.

zizek1

 

Sławny Žižek i jego ważne słowa pisane kursywą, czyli 'Żądanie niemożliwego'. Naprawdę próbowałam. Nawet się uśmiechnęłam, kiedy w trakcie czytania žižkowych lamentów o tym, jak to nie ma już przestrzeni publicznej, jednocześnie dowiedziałam się o Duningate. Ale to jest coś, co można wysłać w esemesku do znajomego który się nudzi w pracy, i pewnie nawet nie odpisze, no bo po co. Poza tym kilka trudniejszych wyrazów, kilka zaczętych ale niedokończonych myśli, dużo humanistycznego bełkotu i tyle. Z podkulonym ogonem wracam do neoliberalnej hegemonii.

20:22, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2014

 

Do tej pory myślałam, że bookporno to tylko zdjęcia stosików, regałów, szezlongów i kanap, wzajemne podglądanie tychże podczas blogerskich wizyt i rewizyt, słodkie komentarze, ochy i achy i fałszywe poczucie winy książkoholików. No i jeszcze, w wersji filmowej, 'A love song for Bobby Long', ten syreni śpiew, który każe porzucić życie i przeprowadzić się między kartki.


Ale okazuje się, że bookporno istnieje również w wersji powieściowej. 'Między książkami' ma pretekstową fabułę i mnóstwo bookmomentów: kobieta przechodzi przez korytarz, przypadkiem przewraca stos książek i chwilę później poznaje miłość swojego życia. Żeby usiąść i z tym panem porozmawiać, o książkach oczywiście, bo pan jest księgarzem, a ona przedstawicielką handlową wydawnictwa, musi zdjąć kolejny stos książek z krzesła. Z nowo poznanymi ludźmi rozmawia się o książkach, a oni już zapisali się do klubu dyskusyjnego, a jeśli nie, to tylko dlatego, że jeszcze nie wiedzą, jakie to fajne. Książki porównuje się do innych książek, a spotykanych ludzi do bohaterów literackich. Inspirując się zakończeniem pewnej książki, próbuje popełnić samobójstwo. Wygraża komuś bronią podczas dyskusji o innej. Sprzedając cenną książkę uzyskuje pieniądze na operację. Itd, itp. Szczęśliwe zakończenie w przypadku tej książki oznacza SPOILER że chociaż nie wszyscy bohaterowie przeżyli, księgarnia nie została zamknięta KONIEC SPOILERA


Zevin ma pomysł i konsekwentnie, bezwzględnie go realizuje. Napisała pozbawioną sensu, chociaż - jeśli ktoś kibicuje książkom bardziej niż ludziom - niepozbawioną uroku powieść. Nie jestem jakąś wielką fanką ludzkości, wolę jednak takie książki, na które skarży się jedna z bohaterek mówiąc: 'Te postacie są czasem jakieś takie... zbyt ludzkie'.

09:31, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »
sobota, 02 sierpnia 2014

Są dwa rodzaje sytuacji, w których domagam się, żeby pozbawiono mnie mechanizmów obronnych, a jedną z nich jest ten pełen radosnego oczekiwania moment kiedy zaczynam czytać powieść. Chcę by mnie pięknie okłamać i mną manipulować, ale tak, żebym nie zauważyła. Niestety pani Christina Baker Kline robi to z finezją jaskiniowca ciągnącego wybrankę za włosy do jaskini. Nie wierzcie jej, kiedy w rozmowie z inną pisarką opowiada: 'Nie chciałam by odniesienia się narzucały i były zbyt dosłowne.' Wszystko jest podane na tacy. Od czytelnika wymaga się tylko, by udawał, że od czasu 'Ani z Zielonego Wzgórza' nic się w literaturze nie wydarzyło. 


Sam temat jest ciekawy. Ale lepiej przez kilka minut przeglądać rezultaty wpisania 'orphan train' w Google niż czytać tę powieść.

14:43, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 lipca 2014

 

Spodziewałam się lajtowej non-fiction, czegoś w stylu mojej ulubionej Pameli Druckerman. Niestety Karbo nie jest ani tak zabawna, ani tak bystra jak P.D. Zakasuje rękawki i z jankeskim optymizmem i uporem próbuje zamienić 'je ne sais quoi' w 'how to'. Wszystko porządnie podzielone za rozdziały, inkrustowane ;) złotymi myślami CC i, ostatecznie, infantylne i chybione. Czułam się jakbym stała w korku, jadąc na drugi koniec miasta na kurs 'Francuskiego wzruszania ramionami dla początkujących'.

13:03, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »

 

Ponad 800 stron sentymentalnych, ckliwych bzdurek ku pokrzepieniu serc. Pseudohistoryczne nawet nie realia, tylko dekoracje. Sienkiewicz w gondoli. Pogrom komórek mózgowych. Plaża.

12:52, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 maja 2014

Nie zauważyłam w tej książce ani 'wdzięku', ani 'niebywałego poczucia humoru' ani 'naukowej analizy', a przede wszystkim brak w niej deklarowanego uwielbienia i miłości do Włoch. Wszystko to znajduje się wyłącznie w blurbach i recenzjach na okładce. W środku mix wiadomości z wiki i kilku przeczytanych książek, nudnawych statystyk,oczywistych przepisów, ostrożnego i niezbyt błyskotliwego humoru i przeciętnych zdjęć. Plus drobiazgowe i małostkowe porady, co robić, żeby nie zachowywać się jak turysta, do której godziny wolno zamawiać cappuccino, o której jeść pizzę itp. Litości! Nikt teraz nie chce być turystą, wszyscy udają podróżników albo lokalsów... i może właśnie po tym nadmiernym staraniu się można najłatwiej poznać turystę.


To bardzo poprawna, wręcz poczciwa książka o tym, jak przyjemnie jest zobaczyć sobie to i owo we Włoszech, ale przyjemność i miłość to jednak uczucia o nieco różnej temperaturze. Można pisać o tym kraju inaczej- pierwszy przykład z brzegu to czytany przeze mnie niedawno dziennik Normana Lewisa z Neapolu, pięknie napisany i pasjonujący.

12:53, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 grudnia 2013

 

Lubię zajrzeć do książki i zobaczyć, z czego jest zrobiona i czemu. Poza tym od dłuższego czasu z niezdrową fascynacją obserwuję, jak książki dla małych dzieci stają się coraz lepsze, a dla nastolatków coraz gorsze. Po przeczytaniu pierwszej powieści Johna Greena fantazjowałam, że to właśnie tę książkę moja córka będzie czytać za kilka lat zamiast słynnej serii o wampirach. Po przeczytaniu dwóch kolejnych zmieniłam zdanie. Oczywiście, wolę jego inteligentne i niepokorne bohaterki od pozbawionej charakteru Belli ze 'Zmierzchu'. Wolę bystrych chłopców Greena wyśmiewających kult sportu niż pozbawioną poczucia humoru wymuskaną rodzinkę wampirów. Tak, książki Greena to nieustanna kontra wobec obowiązujących standardów piękna i popularności. Ale ta kontra jest równie starannie wyliczona, jak jej wampirzy odpowiednik. Te trzy książki Greena, które przeczytałam, są napisane wg tego samego schematu. To produkt. A literatura piękna wciąż jest tam, gdzie była. I mam nadzieję, że moja panna Z. zabłądzi za kilka lat między te zakurzone półki w bibliotece.

12:04, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 grudnia 2013

Drotkiewicz przeprowadziła dziesięć dobrych wywiadów (‘Jeszcze dzisiaj nie usiadłam’), ale wywiad z Masłowską jest nieporozumieniem.Sama Masłowska mówi w pewnym momencie o tym, jak uniknąć napisania złej książki: ‘Uważam, że należy szukać wszelkich metod, nawet trików, żeby się od siebie oddalić, żeby złapać do siebie dystans, żeby przestać bronić swoich racji. Żeby móc siebie samego zaatakować, oskarżyć’. Szkoda, że tego nie praktykuje. Rozumiem, że chciała uniknąć wywiadu w stylu glamour i pomysł przyjacielskiej rozmowy z koleżanką wydawał się sensowną alternatywą. Skończyło się na wzajemnym utwierdzaniu się w fajności. Kiedy panie opowiadają jakieś bzdurki o ubraniach w paski, próbują nieudolnie atakować Baumana albo wygłaszają kurioza o bankowcach, nikt nie stawia im oporu, a szkoda. Znajomy określił to następująco: pytania w tej książce są głupsze od odpowiedzi. Ja zastanawiam się, czy to Drotkiewicz nie umie zadawać pytań, czy może po prostu Masłowska nie ma już nic do powiedzenia…Ta książka niestety ‘nie ma wiele wspólnego z ludzką godnością umysłową’, której Masłowska jest podobno zwolenniczką.

11:29, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 września 2013

Irytująca, pretensjonalna, nieudolnie napisana. Narrator jest tak zadowolony z siebie, że zwijałam się z literackiego zażenowania. Na początku lektury sądziłam, że to celowy zabieg, że za chwilę autor da prztyczka w nos narratorowi i porzuci tandetny styl, myślałam, że to taka gra z czytelnikiem :)) Okazało się, że nie. Ta książka to 700 stron tanich sztuczek.

12:00, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


Najlepsze Blogi
Porządek Alfabetyczny
Utwórz swoją wizytówkę